Autor: KreZbi

  • prof. Stefan Bednarek – recenzja wydawnicza książki Zbigniewa Kresowatego „Między Logos a Mythos”

    Książka „Między Logos a Mythos” powstała z zapisów kilkudziesięciu rozmów –wywiadów przeprowadzonych przez Autora w ciągu ostatnich kilku lat (wyjątek rozmowa z Julianem Stryjkowskim) z wybitnymi postaciami życia kulturalno – artystycznego i naukowego. Wśród rozmówców Kresowatego znaleźli się m .innymi : Adam Hanuszkiewicz, Wojciech Siemion , Ernest bryll, Franciszek Starowieyski, Julian Stryjkowski, Ewa Michnik, Ziemowit Fedecki , Józef Baran, Marek Ostoja – Ostaszewski, Adam Szyper, Halina Herbert (siostra poety) Kira Gałczyńska oraz profesorowie : Henryk Skolimowski, Tadeusz Sławek, Wiktor Zin, Jan Miodek, Leszek Czuchajowski i inni. Powstała w ten sposób swoista kronika intelektualna okresu transformacji ustrojowej w Polsce, zapis stanu ducha polskich elit intelektualnych u progu XXI wieku. Oczywiście , nie jest to zapis kompletny , być może także nie reprezentatywny, jednakże zasługujący na poznanie , przynosi bowiem źródłową wiedzę o biografiach i dorobku twórczym oraz o przemyśleniach , poglądach i „wizjach świata” osób, które mają wiele do powiedzenia , i potrafią to interesująco powiedzieć , zwłaszcza że Autor jest do tych rozmów znakomicie przygotowany i prowadzi je w taki sposób , by wydobyć z nich najcelniejsze myśli rozmówców.
    Z kart książki wyłaniają się barwne , czasem pogmatwane , losy życiowe ludzi, którzy współokreślali atmosferę intelektualną i krajobraz kulturalny Polski po II wojnie światowej, brali udział w kształtowaniu życia artystycznego i światopoglądu doby PRL-u, ale też swą aktywnością artystyczną , naukową czy filozoficzną rozsadzali od wewnątrz peerelowski świat i przyczynili się do jego końca na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Tak to indywidualne losy rozmówców Kresowatego splotły się z „wielką historią”, którą niejednokrotnie współtworzyli , a zawsze towarzyszyli jej swoją działalnością naukową czy artystyczną, opatrywali własnym komentarzem. Znamienna pod tym względem jest rozmowa z Julianem Stryjkowskim , swoisty rozrachunek życiowy, intelektualna spowiedź , w której wybitny pisarz rozlicza się ze swoich zaniechań i „zdrad”, a jednocześnie ukazuje drogę wychodzenia z wewnętrznych rozdarć i osiągnięcie wewnętrznego spokoju.
    Rozmówcy Kresowatego to postaci barwne i interesujące. Autor jednak nie koncentruje się na ciekawostkach biograficznych – choć i te zasługują na uwagę, jak na przykład dzieciństwo Zbigniewa Herberta, o którym mówi w książce siostra poety Halina Herbert. Kresowatego bardziej interesuje biografia wewnętrzna, wizja świata i dialog ze światem , jaki toczą jego rozmówcy. Może to być dialog reżysera teatralnego , któremu – jak Adamowi Hanuszkiewiczowi – przyszło tworzyć w szczególnych okolicznościach historycznych, i który, chcąc nie chcąc, musiał wikłać się w doraźne rozstrzygnięcia polityczne (sprawa Dejmka i Teatru Narodowego!), a jednocześnie nie rezygnował z własnego programu artystycznego , budując ten program często w opozycji i do władzy, i do środowiska twórców. O innych komplikacjach polityczno – artystycznych mówi, wspominając burzliwe losy S T S- u i jego gry z gomułkowską cenzurą Ziemowit Fedecki, czy o pokoleniu „Współczesności” Ernest Bryll.
    polityka wdziera się nieuchronnie na karty tej książki , ale przecież w niej nie dominuje. Prowadząc rozmowy z ludźmi nauki i kultury Autor sięgał głębiej – pod podszewkę doraźnych rozgrywek politycznych , ku filozoficznym , poznawczym i moralnym problemom tej trudnej epoki, w której przyszło nam żyć. Najdobitniej poświadczają to rozmowy z Tadeuszem Sławkiem, Markiem Ostoją Ostaszewskim czy Wojciechem Siemionem, a także z twórcą eko- filozofii Henrykiem Skolimowskim. W rozmowach tych przenosimy się ponad wymiar ustrojowy czy narodowy ku uniwersalnej problematyce moralnej, teologicznej , metafizycznej , poszukiwaniom duchowych drogowskazów.
    Otrzymujemy zatem książkę niezwykłą. Z jednej strony jest to bowiem cenne kompendium wiedzy o współczesnym życiu naukowym i kulturalnym i jego koryfeuszach , a jego wartość dokumentalna i źródłowa trudna jest do przecenienia. pod tym względem może wydanie to może być polecane uczniom i studentom jako lektura uzupełniająca w poznawaniu naszego współczesnego życia kulturalnego , jako świadectwo niepokojów i rozterek burzliwego czasu przemian. Z drugiej zaś strony – książka przynosi bogaty materiał do przemyśleń i refleksji , inspiruje czytelnika do własnej intelektualnej podróży po rejonach myśli odwiecznych przez prezentowane tu postaci.

    Instytut Kulturoznawstwa
    Uniwersytet Wrocławski
    prof. Stefan Bednarek

  • Marianna Bocian – O tomie poezji Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

    Poeci przychodzą na świat z wrodzoną wiedzą swego nowego – dotąd nie znanego jeszcze wiersza (…)…wyznajemy ,że nie potrafimy odsłonić tajemnicy tego dna, gdzie się odbywa cud powstawania nowej sztuki. Wiemy tylko, ze cały szereg młodych talentów pracuje nad wydobyciem z dookolnego mroku – tych świateł , bez których życie staje się brzemieniem nie do zniesienia. 
    Bolesław Leśmian „Traktat o poezji”

    Autor tomu poezji pt. „Nie opóźniać spojrzenia”, jak wielu innych utalentowanych twórców z jego pokolenia, wybrał własną drogę. W grafice i poezji realizuje ideał „bycia sobą”. Bycie sobą zawsze skazuje twórcę na pewien rodzaj samotności, nieodzownej dla czasu wypracowywania własnych jakby odrębnych środków wyrazu. Zbigniew Kresowaty nie odrzuca formy, lecz nie tylko w grafice – latami wytężonej pracy – sformalizował własny styl, nowy kształt symbolu, będącego w jego wydaniu idealna syntezą myśli. Z tego biorąc pod uwagę liczne publikacje autora w czasopismach , autor znany jest i ceniony jako grafik , krytyk, rysownik… To w pewnym zakresie utrudnia widzenie całokształtu jego dokonań , a więc równoległego na wskroś uprawiania poezji. Tom „Nie opóźniać spojrzenia” potwierdza , że grafika i poezja Kresowatego są jakby nierozdzielne i wzajemnie się współuzależniają, i tak powinny funkcjonować w odbiorze i wszelkich próbach opisu ,choćby z racji tej ,że autor jest artystą malarzem i grafikiem. Natomiast tym , którzy po raz pierwszy stykają się z twórczością tego poety nadmienię, że swoje pierwsze poetyckie utwory publikował na połowie lat osiemdziesiątych na łamach czasopism tzw. „drugiego obiegu” jako niezależna postać opozycyjna .Debiutował oficjalnie w miesięczniku ODRA w maju 1987 roku „Ósmym Arkuszem Poetyckim” (dziewięć wierszy + rysunki) ,a w roku 1989 wydał już zbiorek poezji (drukowanych w czasopismach , które to wiersze ,być może ,oszukały cenzurę …) Zbiór Własnym Sumptem pt. : „Być może wycinki stanu”, następnie tomiki poezji: „W Aorcie” (1990)- nakładem Galerii „eS” przy Strzegomskim Centrum Kultury. Przyszły później dalsze pt.:” Są Oblicza i Anioły” (1995) wyd. przy Woj. Zarz. „Solidarność” we Wrocławiu, jak i „Dom Glosy i Abla” (1996) nakł. Muzeum Gros Rossen w Wałbrzychu . Omawiana tu książka jest 5 – tym tomem poezji ,poniekąd po części i wyborem .We wszystkich tych zbiorach poetyckich Kresowaty odniesie się do kwestii wewnętrznych sumienia ,a także jakby ustanowi swoją odrębność, zwłaszcza w „Nie opóźniać spojrzenia” , który mam przyjemność omawiać… Także wymieniane liczby wystaw nie tylko prac graficznych ale i malarstwa różnych technik w Klubach, Galeriach BWA w kraju i poza granicą byłyby zbyt długie do przytaczania ale są integralnością autorską . Twórca wkraczając w całą przestrzeń sztuki, cechuje się naturalnym wręcz prawem usposobienia pokojowego a przejawia się ono m. innymi pragnieniem integrowania zatomizowanych , sztucznie od dziesięcioleci izolowanych, nawet przeciwstawianych samych tzw .”upraw” Kreacjonizmu. Autor kreował się po przez własną pracę jakby nieświadomie! – Tworzył przez lata widowiska tzw. przedstawienia poetycko-artystyczne pod nazwą „Piórem i piórkiem” ,wystawiając własne obiekty plastyczne wraz z poezją ( BWA Awangarda –Wrocław np. rok 1994 , gdzie byłam obecna a wiersze Kresowatego mówił –Andrzej Wojaczek ,brat Rafała – przyjaciel artysty ,w BWA Brzeg i Zamek Piast. Śl.-Wieczór Trzech Muz oraz w Klubach Prasy i Centrach Sztuki: Oława, Poznań itp. także poza granicami: Austria, Niemcy, Czechy…)Jego grafiki i obrazy olejne są swego rodzaju ideo-kształtami. A przypomnę tutaj, gdyż trzeba ,że jedynie Wiliam Blake uzyskał najpełniejszą integrację swego pisarstwa z malarstwem własnym (która bezpodstawnie została w publikacjach rozdarciu, co spowodowało wiele odkształceń przesłań, idei ujętych w jego twórczości).
    Zbigniew Kresowaty też tworzy jakby wielo- płaszczyznowo, są to złożone i złączone z sobą akty twórcze. W jego dziełach i pisarstwie nie ma wyliczanek czczych oskarżeń i znaków spotwarzających człowieka, lecz odsłania on źródła społecznych dramatów i ich egzystencji. Poeta wskazuje , że nie tkwią one w „samej naturze” ,lecz w zwyrodniałych sposobach myślenia, domowiących się w kulturze jako pewne wolności wyćwiczone…
    Kreacjoniści niczego nie powielają (same predyspozycje twórcze wykluczają ten proceder), lecz przekształcają istniejące formy , z zamysłem ich doskonalenia i dynamizowania … Dotychczasowe kreacjonistyczne działania autora tej ksiązki cechuje realizowana jakaś konsekwencja i ambitność. Jest tu nierozdzielność myśli twórczej , esencji ujętych w odpowiedni czysty kształt słowa i kształt graficzny figuratywny jako znak otwartości… 
    Tom „Nie opóźniać spojrzenia” jest spojrzeniem twórcy na całą złożoność współczesnego świata, jest tworzeniem jego obrazu i określeniem poznawczym , czyli czymś otwartym oraz określeniem siebie jako twórcy i jednako przekroczeniem „ja” subiektywnego na rzecz owego „wiecznego człowieka” zhumanizowanego. W tej twórczości indywidualizm nie wradza się w egocentryzm , w charakteropatyczne osobnictwo , pod którym tak ostrzegał w madrości życiowej Cyprian K. Norwid.
    U Kresowatego miejsce autorskiego „JA” w odbiorze może stać się miejscem „ja ” odbiorcy! – Taki rodzaj utworów spełnia w odbiorze rolę „lustra” w którym odbiorca , po przez ten rodzaj ujęć, odczytuje własne doznania, pogłębiając samoświadomość odrębnych doznań, która po obu stronach , poety i odbiorcy, jeśli on podda ją zrozumieniu, jest zasadna.
    Już w samym tytule tomu ,który zawiera 135 stron wierszy wraz z grafika autorska, podkreślone jest „spojrzenie” , które wówczas jest tylko zrozumiałe , gdy pamiętać będziemy odwieczną dewizę „Jak myślisz , tak widzisz”. Myśl i widzenie już w „Vedach” było określane jako Jednia. Tutaj jest w ogólnych zarysach wykładem pewnego już światopoglądu, wymagającym większej rozprawy a cykl utworów „Nie opóźniać spojrzenia” ukazuje właśnie człowieka zmagającego się z tym wszystkim, co stawia opór na jego drodze twórczego przeznaczenia, włącznie z oporem ,słabościami tkwiącymi w nim samym w ciągłym przerastaniu na wzór drzewa (jednego z częstych i pięknie ujmowanych rekwizytów np. w grafice). W wielu ujęciach innych, (graficznych pomieszczonych jako zakładki w tej książce; ponad 15 grafik) pojawiają się : człowiek Syzyf , dźwigający brzemię , które go tutaj nie upodla, a jest jakby zawieszoną zawarta zapowiedzią mająca zaowocować trudu jako dobro. Nie sposób tu ująć całej bogatej tematyki tego tomu poezji zawierającego pogłębione określenie określeń i widzenie człowieka, któremu przyświeca np. myśl C.K. Norwida „Nie znajmy zła , znajmy dobro”. Z pozycji owego Norwidowego znania dobra , autor dostrzega to w naszym świecie jaskrawiej(?). Weźmy np. wiersz pt. „biały konik poezji”- jest tez tutaj odniesienie do wciąż trwającej wojny światów, gdziekolwiek one maja swoje ujścia „…nie nie wie jakim językiem mówić! ” Nie chodzi wszak o jakowaś stylistykę ,ale o język, który eliminowałby zło w samej woli ludzkiej co jest tej woli prawem i sensem.
    Zbyszek Kresowaty nie twierdzi , ze człowiek jest zły z natury, lecz że zło nabywa się po zewnętrznej stronie w całym układzie kultury, w której dziś często podtrzymuje się jakieś zbrodnicze idee, zdegenerowane sposoby myślenia ukierunkowane na szok ale i populizm.
    Co jedno zdegenerowali inni z wielokrotnionym układem muszą jakby odrodzić w swej kruchej postawie społecznej zachodzi tu swego rodzaju tresura inteligencji a jednocześnie występowanie przeciwko duchowi . Tego nie w tej poezji i w tych działaniach autora ksiązki. Wierzy twórca Kresowaty ,ze człowiek jest ciągle wcielonym aniołem ów anioł ma twarz ludzką i ze jest! choć pokazuje go w wielu takich kosmicznych przepaściach, jakby rozdzielony ale właśnie obecny tam gdzie człowiek bywa. Osobliwością jest to ,ze w ujęciach graficznych, które także są w tej książce znika powierzchnia świata , a życie realizuje w tzw. przestrzeni duchowej, dostrzegane oczami duszy, o zachowaniu której traktuje sam autor już w poetyckich utworach. Słowem poety – „nie opóźniajmy spojrzenia”, abyśmy mogli w odpowiednim ku temu momencie, ujrzeć to ,co nas swą tajemniczą mocą odradz duchowo i daje siły do podtrzymania i współtworzenia życia. Czynię zatem tutaj zbyt daleko idącą ,ale w te twórczość , filozofię i rozumienie osobowości Kresowatego jako kreacjonisty, który wpisał się do środka tej ksiązki jak czynili niektórzy twórcy dziś w klasyce zapisani: Stanisław Wyspiański, C.K. Norwid czy choćby Jan Kochanowski- czym jest dla nich jest samo uprawianie poezji wydobywanej z siebie wielopoziomowo. Dlatego nie zachodzi tutaj potrzeba upraszczających rekonstrukcji-Kresowaty mający te zdolność tworzy oddzielnie i oryginalnie! Trawestując piękny werset , można by rzec ;”kto wie jaka jeszcze myśl rozświetli mroki umysłu?” zawarta w wierszu autora – A może przyszłość sztuki i nie tylko zależy od tych , którzy jak Kresowaty przełamali opory , nie obawiając się głosu w sprawie starych cyników i hipokrytów , i wiedzą , że we współżyciu samych ludzi fundamentalna była, jest i pozostanie ona – miłość, przekształcającą się w dobroć! Subtelność i delikatność, które pojawiają się w wielu utworach w tym tomie czasem sa liryka , nie są sprawa tylko obyczaju, są główna cechą konstytutywna człowieka myślącego duchowo a zatem rozwiniętego uczuciowo. Tom poetycki Zbyszka Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” jest zarówno takim aktem wyrazu człowieczeństwa ale i owocem tegoż twórczego człowieczeństwa: nadzieją ,ze duchowy regres będzie z trudem i zbiorowym wysiłkiem twórców przezwyciężany. Natomiast symbol wymienianego wcześniej Drzewa Życia, wyrastający z ręki ludzkiej , na jednej z grafik ksiązki, niech wzrasta , a twórcy „Nie opóźniać spojrzenia” niech będzie dany czas bezustannego przerastania samego siebie. Bo tak się Jego spełnia Jestestwo , a tego się już nie uzasadnia.

    Marianna Bocian (listopad 1999)

    Zbigniew Kresowaty, NIE OPÓŹNIAĆ SPOJRZENIA , ISBN 83-901367-8-9 , Wydawnictwo WIT-GRAF Toruń, 2000 r, ss -132 , grafika Zbigniew Kresowaty.

  • Ariana Nagórska – Diamenciki na hałdzie słów O książce Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

    (…)
    jakie światło 
    do siebie weźmiesz
    do tego ognia
    należeć będziesz- zawsze

    Motto pochodzi z wiersza Zbigniewa Kresowatego pt. „Pożar”, zawartego w tomie „Nie opóźniać spojrzenia”. Książka zawiera również wspaniałe grafiki i obrazy autora, bez wątpienia więc szlachetny ogień sztuki jest tą energią i światłem , które autor świadomie wybrał („do sie –bie wziął” – jak mówi ). Pamiętać jednak należy, że nie kontrolowany ogień potrafi wiele zepsuć. Na przykład kucharz, któremu z powodu zbyt wielkiego żaru pod kuchnią potrawy wykipiały , na pewno nie może uchodzić za mistrza w swym fachu. Ta konkretna aluzja nie odnosi się do osiągnięć plastycznych Zbigniewa Kresowatego, ma jednak pewną racje bytu w odniesieniu do jego poezji. Jakże fascynująca byłaby to twórczość gdyby autor dokonywał selekcji poszczególnych utworów i metafor, kondensował obrazy poetyckie, dbał o spójność tekstu. Tymczasem puszczenie wyobraźni na żywioł często rozmywa sens , osłabia siłę wyrazu, owocuje watą słowna, rozbuchanymi wizjami uskrzydlającymi wprawdzie autora ,lecz przytłaczającymi czytelnika typową klęską urodzaju.
    Nie chodzi mi jednak o wyrażenie opinii negatywnej . Nie zajmowałabym się tą książką gdybym uważała autora za poetę zdecydowanie kiepskiego. Szkoda papieru i miejsca w czasopismach , by o takich pisać. Pragnę właśnie wypunktować to , co w poetyckiej wizji Zbigniewa Kresowatego jest intrygujące , moja lektura miała na celu wyłuskanie ukrytych diamentów z wielkiej hałdy słów. Już tytuł książki : „Nie opóźniać spojrzenia” mówi o zachłannej ciekawości świata , o przeżywaniu i poznawaniu niecierpliwym – obawy przed upływającym czasem, który sprawia , że o chwilę później może już być za późno.

    (…)
    nikt już
    drugi raz grubymi rękami
    nie ulepi nam dzbanów nieba
    i po – wiek nie otworzy
    ostrym nożem
    (…)
    (nikt już )

    W innym wierszu ( bez tytułu) poeta tak formułuje sens swej ziemskiej egzystencji :

    (…)
    Dałeś mi gałązkę posłannictwa 
    bym umieścił ja na drzewie jak cel
    czasu mało – nieświadomości spadł
    już owoc
    (…)

    Autor ten świadomie dąży do rozszerzenia zarówno horyzontów poznawczych , jak i wyobraźni . Analitykiem jest nieszczególnym, o czym świadczą wiersze mówiące o sprawach bardziej konkretnych : „ostatnia sekunda życia”, ” z postmodernistycznego ogłoszenia w gazecie”, ma natomiast niewątpliwy dar syntezy . Przy tym najciekawsze efekty uzyskuje nie w wierszach „rozliczających się” ze współczesnością , a właśnie w kreowaniu własnych światów o wymiarze bardziej uniwersalnym. Powołuje wtedy do życia intrygujące wizje, operując też swobodnie wieloznacznymi symbolami:

    kiedy wyrasta drzewo 
    staje się moim pokojem
    tam zamieszkam
    na brzegu rzeki

    drzewo ma wielkie okna
    w których stoi tutaj tajemnica
    całymi stertami trzyma się sufitu
    na gałęzi ptak leci
    po chrust błękitny
    (…) ( w domu wiadomości)

    (…)
    wazy się lot czarnej jaskółki KTÓRA
    niesie w dziobie zaschniętą krew
    na gniazdo burzy
    ( bez tytułu )

    Właśnie słowo jaskółka pojawia się w tej poezji najczęściej w różnych kontekstach . Zwykle jednak jaskółka okazuje się trochę niepokojącym wysłannikiem z nieba , z góry zapowiadającym złe lub dobre zdarzenia. Niemal równie często w wierszach tych występuje motyw anioła. Marianna Bocian jako autorka wstępu do książki słusznie zauważa : ” Zbigniew Kresowaty nie twierdzi , że człowiek jest z natury (…) Wierzy on , że człowiek jest ciągle wcielonym aniołem (…)” . Musi jednak stale walczyć i ponosić trudy na drodze swego twórczego rozwoju – stąd też często przywoływany mit Syzyfa. Jednak ten współczesny Syzyf nie daje się przegiąć ciężarem do ziemi, wciąż podnosi wzrok ku niebu, ośmielając się nawet wyrażać swe zwątpienie :

    walczysz ze mną 
    o nic mojego życia
    nosisz mnie po ziemi
    na swych spopielałych dłoniach
    mnie małego z pięcioma litrami krwi
    ale tak naprawdę słowa od ciebie
    jeszcze nie słyszałem prawdziwego
    (…)
    (Panie krwi mojej)

    Niezwykły podmiot tych wierszy nie zadawala się w pełni własną wiarą w Boga, apeluje tez, by Bóg uwierzył w człowieka , bo tylko wtedy ludzka istota ma szansę czegoś istotnego dokonać.

    (…)
    Panie daj słowo a uczynię ciało
    daj kamień a oddam ci chlebem
    daj nóż a oddam ci różę rany

    żebyś tylko uwierzył w moja arkę
    zanim mnie poślesz na nowe wojny
    jako żołnierzyka – w walce o raj
    (…)
    ( Panie róż ) 

                                                                                              Ariana Nagórska (Gdańsk )

  • Ikonopisanie – Bożena Budzińska O książce Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

     Nie opóźniać spojrzenia, kolejny po książkach: „Być może wycinki stanu”, „W aorcie”, „Dom glosy i Abla” obszerny tom poetycki Zbigniewa Kresowategp, artysty malarza, grafika, im jak skądinąd mi wiadomo historyka Sztuki a także krytyka sztuki i ikonopisarza , jest opatrzony jego własnymi grafikami i rysunkami i stanowi próbę podsumowania w sobie wieloletniego dorobku twórcy o wszechstronnych zainteresowaniach. We wstępie do tej książki (130 ss.) Marianna Bocian słusznie porównuje zespolenie obrazu i słowa , charakterystyczne dla Kresowatego, z integracją twórczych dziedzin obecną w dziale Wiliama Blak’a. Głęboki mistyczny sens, uniwersalność przesłania oraz moralna ocena cywilizacji splatają się tu z potrzebą zobrazowania tego osądu piórem i piórkiem artysty. W kadrach podobnych do rysunku kreską , z konieczności uproszczonych , nasza pamięć utrwala fakty i sceny, a także marzenia w tym i te senne… Zadaniem poety jest ich słowne naszkicowanie oraz, czego inne dyscypliny ludzkiej działalności nie obejmują , pogłębienie. Obrazy zmieniają się szybko, choć czasami różnią się tylko punktem widzenia, ogląd rzeczy kojarzy się więc z techniką fantastycznej kroniki filmowej, skomponowanej według subiektywnych zasad , stopniowo odkrywanych przez czytelnika podczas poznawania świata poety. Potrzebę wtajemniczenia w obraz odczuwa się tu w podobny sposób jak w spotkaniu z wierszami Dariusza Tomasza Lebiody, barda pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków (?). Twórców tych , rówieśników łączy konsekwentny bunt, dynamika stylu, emocjonalność i rytm wyznaczony przez częste anafory ( np. wiersz autora ksiązki :”Słyszę głos”, str.71 ). Uczucia nazwane w sposób bezpośredni – strach, miłość, tęsknota, nadzieja – przypisane są tutaj podmiotowi na stałe , gdyż jest on nie tylko bytem, ale i symbolem. Pamiętamy symboliczne postacie z wierszy Lebiody (np. niebieskiego chłopca ) lub jego prozy ( Chłopcy z cmentarza Świętej Trójcy ), które odejść ze swego miejsca jedynie w niebyt, gdyż własnej epoki nie można przekroczyć , przerosnąć. W naszej znikomości dane nam ją jedynie pojąć: ja okruch widzę obraz na ścianie stoję w oknie i ćwiczę ciekawość ( s. 82) Kresowaty rysuje w tym wierszu dramat przeznaczenia bez odrobiny optymizmu, właściwego choćby Zbigniewowi Herbertowi. Wiersz „Jestem wierny” to polemika ze sławnym „Przesłaniem pana Cogito”: ( a więc idę ) tam gdzie kupili mi miejsce na urodzenie jest tylko droga nieziemska pewność KTÓRA zawsze będzie przed i za nami trzeba tylko stopę na niej wyszkolić w kilku miejscach umysłem spojrzeniem ( s.83 ) Pozostała heroiczność w historii, mówi poeta, a współczesne pokolenia mogą o niej śpiewać lub zaklinać ją w obraz. Trudno , skoro nie można być Rolandem czy Hektorem (przykłady z Herberta na trwałość bohaterstwa w historii ludzkiej ), można być przecież Alkajosem. Tę rolę piewcy miłości Kresowaty przyjmuje z wdzięcznością od losu. Dobrze że człowieka na to uczucie jeszcze stać, powiada z czułością dedykując wiersze i rysunki swej Grażce. Ale kto przyjrzał się uważnie obrazowi :autoportretowi ślubnemu 73 według Wergiliusza , pozna wiele sekretów wyobraźni artysty, który nadaje w podtytule nazwę obrazowi „kicz”-(dopowiadając, że każdy portret ślubny jest kiczem). Na obrazie jest scena przedstawiającego odzianego w purpurową szatę centaura Nessosa oraz dosiadającą jego grzbietu zupełnie nagą zazdrośnicę Dejanirę. Uśmiechnięty ze szczęścia mitologiczny stwór zdaje się nie zauważyć czającej się za nimi, także wyłaniającej się z purpury alegorycznej Śmierci. W tle sceny obrazu również zauważamy inne symbole : wykrzywioną maskę błazeńską , wiatrak oraz nieskończony pochód ludzkich sylwetek na zwieńczoną krzyżem górę na horyzoncie , który to horyzont jest w czerwieniach ( Warto obejrzeć ten obraz „Autoportret ślubny ” w Galerii artysty ,choćby w internecie ). Wyobrażeniowa pojemność tego „kiczu”, jak autor nazwał swój obraz- portret (s.101 ), to materiał na wielostronicową dyskusję estetyczną. Nessos i Dejanira zostali przedstawieni według odmiennego wyczucia proporcji – Ona łączy prerafaelicką , nadmierną smukłość z drapieżną kobiecością, on zaś połową ciała , w barokowym wykręcie , jakby się kłania ,chociaż dawno już krwawi nie tylko wewnętrznie słania się trzymając lirę, symbol Erato. Nie ma więc tu mowy o żadnym jakimś neoklasycyźmie , a krwawe tonacje całości obrazu przywodzą raczej na myśl wysubtelniony ekspresjonizm. Nadto centaur jest spokrewniony z Pegazem, gdyż posiada na obrazie zaznaczone skrzydła. Na motywie miłosnym u Kresowatego ciąży zatem znak współczesnych , niespójnych i kapryśnych czasów. Pełne sprzeczności kochanie pozwala jednak podmiotowi sprawdzić się w człowieczeństwie, zdolności do współ-czuwania. Kochając, każdy może stać się także a n i o ł e m , opowiadając się po stronie dobra. Sentymentalna „anielska” wrażliwość , jak nazywał tę zdolność w „lirykach lazańskich ” Adam Mickiewicz, wymaga na pewno od kobiety zaufania do partnera. Mężczyzna przełomu wieków może tej idealnej istoty nie spotkać, doznając od świata rozczarowań i niemożności realizacji . Łzy kobiece bowiem są perłami wydobytymi z głębokiej wody którą przebywają w poszukiwaniu mężczyźni ( s. 103 ) Przewartościowanie tradycyjnych obrazów i ról obu płci, wymienianie się rodzajami zmysłowości – czego bardziej odkrywczego można dokonać w liryce miłosnej? Wszyscy pamiętamy mit o Afrodycie wyłaniającej się z morza, lecz u Zbigniewa Kresowatego bywa że daremnie poszukiwalibyśmy jego kontynuacji. Tu mężczyzna zrodzony w morzu, silny przybywa na życzenie kobiety. I tylko inny żywioł może jej go odebrać – biernego, bo pozbawionego łodzi i steru. Analogicznie funkcjonuje tu motyw domu. Od niepamiętnych czasów kobieta oczekiwała w czterech ścianach na swego ukochanego (Penelopa na brzegu wyspy, Walkiria w kręgu magicznych płomieni ), lecz w wierszu „Włosy kobiety) dzieje się inaczej. Najpierw widzimy mężczyznę osaczonego przez erotyczne marzenie : mężczyzna posiada duszę psa który pilnuje kiedy nadejdzie kobieta oczekiwana jako anioł ON z wielkimi skrzydłami (,żeby na nią położyć…) (s. 105) a potem dynamiczną , ruchliwą femme-fatale, będącą jedną wielką metonimią – włosami : włosy kobiety oblegają dom który on stworzył są zjawą i całym snem całym bukietem snu który przedostał się do wewnątrz i dotyka jego piersi i torsu rzeźbionego praca dnia (s. 105) Kobiece doznania , symultaniczne i pełne rozkoszy , wywołują tęsknotę za podobnym odczuwaniem. Niestety , męska czułość zamyka się w zmyśle wzroku : mężczyzna kładzie swą głowę wzrokiem na kobiecie (…) (s. 105) Czy dlatego panom nie wolno, jak głosi tytuł książki ,”opóźniać spojrzenia”? – Jeśli tak, to prawdziwe męskie poezjowanie powinno być pełne wrażeń wizualnych , dających się tutaj przełożyć na inne. zmysły – zbliżone wnioski można wyprowadzić z analizy wierszy innych liryków naszej epoki, np. Janusza Stycznia. W poezji Kresowatego konkluzje wskazują na zdumiewające zjawisko : pierwotność sztuki wobec rzeczywistości. Omówiona tu książka dowodzi ,że poeta swoją wrażliwość tworzy z dostępnych lub całkowicie nowych elementów panuje nad sobą w autokreacji. Pisze udany scenariusz swego bytowania w sztuce oraz w życiu prywatnym nie rozdzielając tych dziedzin, a raczej zacierając między nimi granice… Zdolność do podobnych działań zwie się metaworyzmem . Wszystko wskazuje na to ,że Zbigniew Kresowaty staje się – także interesującym procesom prac krytycznoliterackim – jednym z głównych przedstawicieli tego nurtu w swoim pokoleniu.

    Bożena Budzińska (Gdańsk) Zbigniew Kresowaty, NIE OPÓŹNIAĆ SPOJRZENIA, Toruń – 2000 r, (s.130) Wydawnictwo WIT – GRAF, Nakład 1100 sztuk, I S BN – 83-901-367-8-9, Grafika i rysunki –autor książki.

  • skóra bez tytułu

    skóra na której wypisuję się znaki – włosy pędzą dłużej niż czas
    twego pożyczonego bytu gdy już po tobie ONA skóra jeszcze jest
    jak torebka po matce skóra nabyta późną nocą z głosem jęczenia kotki
    w sklepie miłosnych kłamstw przesiąknięta potem dziadka Kajetana
    otacza teraz twoje silikonowe serce –jesteś Młody i niepamiętliwy
    ale skóra ogranicza twój lot krótsza o pułap i ogon większa o bąble ucz
    groźniejsza o wilczy sen to ona składa się w kostkę gdy idziesz spać
    jest w śnie z worka w którym mieszkał Anioł Nieposłuszny TERAZ 
    wyje za rogiem ulicy przemienił się w rynnę czy Neon –nocą świeci
    nad Hotelami w którym popijasz dżin i słuchasz psiej skóry
    Skóra – to co po słowie zostaje jama i to co się pierwsze stało
    już się nie odstanie jedynie jak kostium po umarłej matce i ojcu
    epitafium w którym napotykasz wędrowca Nagle zaczynasz wierzyć
    we wczesną wiosnę Kiedy zaczynasz czuchrać ziemię w Ogrodzie
    po zimie Gdy spłonęła Europa i Manhattan jest XXI wiek świeci
    słońce po zimie oddajesz skórę Rad – nie rad ale brat chociaż
    garnitur nadżarty molem którego przysłał Bóg żeby zbawił świat
    ten sam wędrowiec wyciąga rękę po grosik pocieszenia oparty o
    kostur zakwitły skóra poświadcza istnienie :wlazło do niej i kwiczy
    kiedy się przyjrzeć w Jego żółtych oczach drzemią tysiąclecia A
    z głowy wyrastają rudawe pręty i śmigły czas niesie jaskółkę która
    Nisko schodzi w ciebie i zaraz nadchodzi burza – w skórze chowasz
    wędrowca z dobytkiem pragnienia – napój proszę wędrowca umyj
    mu nogi poobcinaj paznokcie daj łyżkę strawy która od Pana pochodzi
    po błyskawicy i na niebieskim stole –spójrz dzbany nieba i omasta
    ubogaca stół jako misterium ciała przyjmij wyczesz mu głowę z ran
    pod żółtym dużym beretem –niech krew opadnie w twoja doczesną
    myśl –wędrowiec podaruje ci kawałek bursztynu i będziesz mógł
    do środka natury zaglądać – dowiesz się skąd pochodzisz Skąd
    przybył lodowiec skóra wielkiego morza i jak zastyga dusza w locie
    Okazuje się już na następny dzień ŻE Bóg już wcześniej przysyłał 
    ku Ziemi zbawców odziewał w skóry – spójrz modliszka w środku
    jakby w kawałku słońca i być może to Sokrates być może Inny
    Spartanin a może Gilgamesz tak czasem maja się autorytety
    Weź na przykład idź do Parku TAM na ławce na której wczoraj
    siedziałeś śpi kloszard – Przez obdarte fioletowe rękawiczki widać
    palce twarz zasłoniły brodatą -A może to Święty Piotr lub inny
    namiestnik Dworu Pańskiego – nie budź GO dokąd drży ci brew
    rysa skrzydło oka nad powiekiem – wieka rogówka

    „bawcie się z sobą tak 
    byle byście się na wzajem
    nie zjedli” – św. Paweł

  • Niesenność czy homeostaza?

    tego wciąż nie pojmuję ale wiem Panie o tym ŻE
    jestem wystawiony proszący cię o trochę stanu błogości
    daj wytrzymać temu bezdźwięcznemu dźwiękowi pędzącemu
    za żaluzjami jak kilogram rozrzuconych gwoździ i klekotu
    pędzącego osobowego lub jak KTO woli towarowego pociągu
    co kilka minut pojękuje balkon lany z żelaza wczesny gomółka
    weź i oddal mój dom albo to okno conocnego rytuału anarchii
    i wysławiania się stojących wciąż hulajgębów głośnych plujów
    i taniego bełkotu gnieżdżącego się pod progiem jak nieustający
    wiatr Ulico szeroka 25 aż po skwer za rogiem gdzie rzeźnia chrapie
    Kidy uciszysz mi świat pytam Panie wiosny okno otwieram krzyż
    chociaż jęczy lotnisko pobliskie ptakami czasem zapadają się w
    spokoju żelazne ich skrzydła czasem znów kołują nad pobladłym 
    drzewem północy wyglądam i zbyt dużo tytoniu spala się w słuchu
    ucha popielniczki i znów rżą ogry kiepują się kopytem do ranka zaniki
    populacji idą spać w hotelach bezdomnych rozrzucając kawałki szkieł
    A w dali pojękują kotki i bełciarze torturują ławki na skwerze z As
    Wiem na pewno tak chadzają duchy na katharsis zawodzą psimi w 
    pysk gdy w krzakach parzą się deptacze szczając ze szczęścia (?)
    jak nowonarodzone dzieci słońca

    jedynie około dwunastej gdy wszystko jest dobrze zmęczone A
    moja astma sprawdzona przyjaciółka kładzie się na płucach nago
    dając na chwilę spokój JA mogę otworzyć drugie ok(n)o na oścież
    bez nabierania oddechu czuję błoto i wieszam spocony ręcznik GDY
    tracona niechcący szklanka spada na podłogę siłą ciążenia budząc
    tamtych domowników KTÓRZY zaraz krzątają się jak przechodnie
    przez mój pokój jakby do budki wchodzą suflerzy nocy
    A w łazience w ramie z plastyku krzywa twarz moja na brzytwie
    jakby odbita Mandala z PASJI Gibbsona widać żyłę ulicznego drzewa
    genealogia świata na karku szyii wznosi się ponad wieszak kaszlem
    ku ludziom na drodze kaszel ku kaszlowi wytrzeszcz oko i poczuj
    bluesa związki prochy i zapach z kibla radosnego DN(i)A