Kategoria: inni napisali

  • Stanisław Chyczyński recenzja książki „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”

    Zbigniew Ikona – Kresowaty – jako poeta i malarz – należy do grona twórców takich jak ongiś był Stanisław Wyspiański, a dziś to grupa takich poetów jak: Jolanta Baziak, Jacek Durski, Stefan Rusin, czy Tadeusz Wyrwa – Krzyżański, zalicza się tu jeszcze kilku innych, którzy działają dwutorowo: w słowach i w obrazach. Jak to zwykle bywa w takich twórczych przypadkach, można mówić o ewentualnym zintegrowaniu literatury z plastyką, jako że ożywia je ta sama (autorska) wyobraźnia. Być może twórczość Kresowatego ( 6 zbiorów wierszy oraz 2 książek publicystycznych: „rozmów artystycznych” z wybitnymi koryfeuszami Kultury Sztuki i Nauki oraz zredagowany autorsko Almanach Twórców Ziemi Strzegomskiej i Regionu), jest tutaj najlepszym przykładem, ponieważ charakter jego wierszy ściśle odzwierciedla aurę jego: rysunków oraz malowideł i ikon. Po raz kolejny przekonuje mnie o tym jego nowa książka pt. „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”, jak zwykle ilustrowana grafikami wrocławskiego artysty. 
          Głos fruwającej sepii zdjęcie 
          zdjęty surrealistyczny obraz 
          ze znaczeń ja pożywiam się 
          teraz snem (…) 
               („zrozum synu NIGDY”) 

    Oto słowa wprawdzie wyrwane z kontekstu. Ale dobrze oddające specyfikę liryk Kresowatego. W sposób metaforyczny i po części dosłowny. Jego wiersze i rysunki, utrzymane w duchu surrealizmu, na równi tchną subtelną onirycznością. Nagromadzenie odległych skojarzeniowo rekwizytów wywołuje wrażenie gorączkowej pracy wyobraźni nawet podczas snu. Dlatego poezja i plastyka autora tomu wcześniejszego „Nie opóźniać spojrzenia” dają się różnie odczytywać podczas kolejnych z nimi spotkań – niemal w zależności od pory dnia lub pory roku. Przy czym odbiorca nigdy nie zyskuje pewności, czy poszedł za tropem myśli nadawcy. 

    „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy” – tytuł faktycznie intrygujący, ale daremnie by szukać w zestawie niemal stu utworów tytułowego wiersza. Jedynie podobne, zdublowane wyrażenie spotykamy w motcie do wierszy „stał się bełkotem świat” i „Siekierezada”, traktujących o tragedii z 11-go września 2001 roku za oceanem. Marzeniem Steda był spokój, bez ujadania psów, kiedy nocą szedł przez obcą wieś. Jakie może być „kynologiczne” marzenie Ikony – Kresowatego? – Artysta nie mówi o tym wprost, chociaż pies to zwierzę, które regularnie pojawia się w jego wierszach. Już to jako smutny zezwłok przy drodze (wiersz „tren dla psa”), już to jako kamienna rzeźba („psy na fontannie II”), już to jako stróż cudzych włości („węch”), już to jako wymowne porównanie („kundel”). Pomijam „psią gwiazdę”, w której po prostu chodzi o Syriusza jak u Morsztyna. Ciekawe, że psy u Kresowatego mają najczęściej „anielskie oczy” (por. na str. 44, 51, 63). Dotyczy to zapewne, jak mniemam, również oczu „wczesnych wrześniowych psów” 
    (w tym wypadku powinny to być oczy anioła zagłady). Skoro pies może mieć „oczy anioła”, to porównanie człowieka tutaj do czworonoga nie ma obelżywego wydźwięku (por. wiersz „na autostradzie psi człowieku”). 

    Niewykluczone, że ostatni uczeń profesora Gepperta, w dawnym mieszkaniu twórcy „Kartoteki”, hołubi jakiegoś brytana o wdzięcznym imieniu Rambo lub Cezar(?). To by wiele wyjaśniało…A jest taka fotografia pomieszczona przy notce tomiku „Nie opóźniać spojrzenia”, gdzie poeta siedzi przy swoim biurku z jakimś wilczurem. 

    Jako poeta Zbych Ikona – Kresowaty kojarzy mi się także ze św. Janem Chrzcicielem, czyli Babtystą, który kiedyś przyszedł prostować ścieżki, czy też je przecierać. Głos wołającego na pustyni. Z wierszy Kresowatego też słychać ostrzegawcze nawoływanie: „nadciąga czas komety” (s. 24). Jak wiadomo (choćby z obrazów Artura Grottgera) kometa przed wiekami była zwiastunem wielkich nieszczęść. Można je przeczuć proroczo już dzisiaj, albowiem „zapach uryny/ unosi się aż za oceany” (s. 71). A skąd? z Talibanii – jak to nazywa pomysłowo autor (ibidem). Czyżby miała się spełnić straszna przepowiednia królowej Saby, że zagłada przyjdzie ze Wschodu? Zewnętrzne zagrożenie to jedno, a sprawa wewnętrznego rozkładu to drugie. Artysta, dla którego chrześcijański symbol, krzyż – jest „znakiem dodawania/ dobra do zła” (s. 107) lub „dodawaniem ziemi do nieba” (s. 96), doskonale wie, że zachodnia cywilizację toczą schorzenia samorodne, autogenne, ponowoczesne (” – giną znaczenia/ na odnowę zawsze wojna?”, ibidem). Dlatego o sobie pisze z przekąsem: 
          właściwie łażę po śmietnikach prawd 
          zbieram i głaskam kalectwo świątków 
          węszę na targowiskach 
          (…) 
               („kundel”) 

    Poeta o inklinacjach do metafizyki musi mieć swoiście rozwiniętą samoświadomość, może nawet pielęgnować w sobie poczucie nadzwyczajnej misji, dlatego dodaje gdzie indziej: „oto ja klin wbity/ w punkt 0” (s. 15). Orędownik, wierny fundamentalnym wartościom i wcześniej dokonanym wyborem światopoglądowym (Dostojewski; między Bogiem a prawdą), podąża po przodu i wzwyż: 
          idę i ja chętny Jakub jak po schodach 
          jak po zastygłych falach morskich 
          A pierścień zaciska się wokół 
          a moje źródła pęcznieją gdy staję 
          na Górze – (…) 
               („Horyzont(?)”) 

    Od strony formalnej, kompozycyjnej, wiersze Zbigniewa Ikony – Kresowatego są dość skomplikowane. Łamane wersety. Liczne wtrącenia, aluzje, cytaty, metafory, eksperymenty słowne (np. z łącznikami) zwiększają ich polisemię. Pewna predylekcja autora do mnożenia różnych asocjacji i dodatków może nawet przytłaczać neurastenicznego czytelnika myślowo oraz wzbudzać poczucie zagubienia w motywach i wątkach, w osobach i sprawach, w apelach i przesłaniach. Dlatego ja osobiście wolę oszczędne w słowa, krótsze, klarowne teksty, których wzorową egzemplifikacją pozostaje kontrowersyjne w wymowie „ważenie życia – II”. W pozostałych wyszukuję sobie szczególnie celne spostrzeżenia w rodzaju: ” co roku mroźniejszy czas/ bo ciepło coraz droższe/na nasze Betlejem” (s. 29). W tym sensie jestem poszukiwaczem pereł. Gdybym był upierdliwym Momusem, powiedziałbym z przekąsem „reszta jest tylko/ mrokiem” (s. 14). Żartowałem, żartowałem – sam niekiedy lubię mroczność, splątanie, ciemnię…

    Stanisław Chyczyński

    Zbigniew Kresowaty – „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2008,
    s. 174, rysunki i opracowanie zbioru autor.

  • dr Emil Biela – o „Między Logos a Mythos”

    „ZBIGNIEW KRESOWATY PYTA” – Gazeta Kulturalna NR 2(1260) luty 2006

    Aby rozmowa była interesująca, trzeba mieć odwagę stawiania pytań, należy mieć również odpowiednią wiedzę. Obie te cechy posiada Zbigniew Kresowaty, poeta, artysta plastyk, ikonopisarz, eseista, krytyk literacki i artystyczny, współpracownik wielu czasopism. Wykazał je w ostatniej książce „Między logos a mythos”. Zawiera ona kilkadziesiąt wywiadów, jakie przeprowadził Kresowaty z czołowymi postaciami życia kulturalno – artystycznego i naukowego w Polsce. Daty rozmów, ulokowane są w okresie transformacji ustrojowej w naszym kraju, są zapisem stanu ducha polskich elit inteligenckich u progu naszego wieku. Rozmowy te mają ogromną wartość poznawczo-dokumentalną…
    Zbigniew Kresowaty był do tych rozmów doskonale przygotowany. Jego pytania są bardzo obszerne, dowodzące świetnego rozeznania w życiorysach artystów i naukowców. Kresowaty w roli interlokutora może być wzorem dla prowadzących wywiady, wzorem chyba niedoścignionym. W „Między logos a mythos” znaleźli się: Józef Baran, Marianna Bocian, Ernest Bryll, Tadeusz Chróścielewski, Leszek Czuchajowski, Sławomir Derecki, Ziemowit Fedecki, Kira Gałczyńska, Adam Hanuszkiewicz, Halina Herbert-Żebrowska, Hatif Janabi, Wojciech Konikiewicz, Lilla Latus, Bogdan Loebl, Ewa Michnik, Jan Miodek, Marek Ostoja- Ostaszewski, Wilhelm Przeczek, Andrzej Renes, Wojciech Siemion, Henryk Skolimowski, Tadeusz Sławek, Franciszek Starowieyski, Julian Stryjkowski, Lidia Sztwiertnia, Adam Szyper, Wiktor Zin, inni. A więc, prawdziwa plejada wybitnych osobowości twórczych, ludzie z „górnej półki” naszej kultury. Kilku z nich już nie żyje, a więc specyficzne urny z prochami ich myśli. Niezwykłym przykładem jest rozmowa z pisarzem Julianem Stryjkowskim ( z roku 1992), na zakończeniu której autor „Biegu do Fragala” wyznaje; „czuję się Żydem wyklętym przez własne sumienie – nic więcej…” Natomiast bezkompromisowy w swoich sądach, zachowaniach, Franciszek Starowieyski i w rozmowie z Kresowatym „nie zawodzi”, uchyla rąbka niezgłębionej do końca tajemnicy swej osobowości. Na jedno z pytań odpowiada anegdotycznie: „Proszę pana, byłem w Linzu, gdzie jest dom Keplera.
    Wieczorem, było przyjęcie, był to koniec lutego tego roku. Już troszkę po drinku, zasiadając obok pani burmistrzowej miasta, która jest a propos wspaniałą osobą, kochająca sztukę i artystów, onieśmielony wcześniej, powiedziałem jej, że jutro rano wyjeżdżam, a nie zobaczyłem domu, w którym mieszkał Kepler. Ona mówi : ” to jest parę kroków stąd, więc chodźmy!”. No i postanowiłem jakoś uczcić tego Keplera, mojego idola, pomyślałem: co ja mogę zrobić? – Rozebrałem się do naga i przed tym domem odtańczyłem taniec na Jego cześć, na tym mrozie, na ulicy, o pierwszej w nocy! Odtańczyłem taniec w takiej formie, co pani burmistrzowa przyjęła jako zupełnie normalne. Tylko policjanci, myśląc, że to jakiś szaleniec, chcieli mnie zatrzymać. Ona musiała ich i mnie uspokoić. Nie wiem, czy wtedy mogłem inaczej zareagować. To stało się pod wpływem emocji i chwili, z jakiejś nieopisanej radości, pasji całkowitego identyfikowania się z Mistrzem, którego nie ma, a jest tylko cała spuścizna! Chciałem też pokazać, mój entuzjazm dla Niego – malarza, artysty! Jest to też w moich działaniach artystycznych, trzeba tylko dobrze patrzeć…”
    Zbigniew Kresowaty świetnie przemyślanymi pytaniami potrafił sprawić, że jego rozmówcy otwierali się, pokazywali jakby swoje drugie dno, to bardziej intymne. Wiodącym przykładem jest rozmowa z Marianną Bocian, o której historycy literatury nie powinni nigdy zapominać, a mają taka tendencję. Kresowaty ocala ją od zapomnienia.
    Rozmowa z ekofilozofem i rzeźbiarzem, profesorem Henrykiem Skolimowskim, zilustrowana jest fotografią jego rzeźby pt. „Życie jest…” Na rzeźbie w białym marmurze widnieje napis: „Życie jest chaosem, ty jesteś porządkiem”. Dla tej choćby sentencji warto było wziąć do reki książkę Zbigniew Kresowatego.

    dr Emil Biela

  • prof. František Všetička – portret artysty kontrowersyjnego O książce Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

    Inne widzenie, przeciwieństwo lub sprzeczność to dźwignia rozwoju artystycznego i kreacji twórczej każdego artysty, którego można nazwać oryginalnym… Zbigniew Kresowaty jest tego oczywistym przykładem, jest bowiem istotą pełną sprzeczności i zarazem tajemnic twórczych… Jako człowiek jest istotą w zasadzie skromną, choć wygląd temu przeczy. Jednakże inaczej przedstawia się jego poezja, grafika i dzieła plastyczne w ogóle inne działania artystyczne… Jego poezja grawituje w stronę złożoności, jego rysunki i grafika są zbyt złożone w swej metafizyce i abstrakcji…
    Język wierszy Kresowatego jest czytelny, jednak oszczędny, gdzie tkwią tendencję do rozmachu i rozgałęzień metaforycznych… Obrazy nawarstwiają się plastycznie jeden na drugi. A wielokrotnie dzieje się tak ,że podmiot wchodzi w stany nadrealne i bardzo złożone. Każdy tłumacz , który bierze się za tłumaczenie tych tekstów z polskiego na inny język ulega pewnemu kłopotowi myślowemu, bywa ,że jest taki tłumacz w opałach, aby nie zaplątać się w sieci jego wyobraźni…. Kresowaty dysponuje też bogatym wachlarzem tematów ku własnym inspiracjom, sięgającym od biblijnych wyobrażeń i dziejów człowieka jak i dekalogu, poprzez Gilgamesza – aż przykładowo do hołdu poezji tragicznej osobowości Rafała Wojaczka i innych współczesnych poetów.
    U Kresowatego jako plastyka uwidoczniony jest zbyt kontrast tych lub innych zainteresowań artystycznych co pomieszcza także w swej poetyce a niejednokrotnie używa i wykorzystuje te wiadomości do swych działań krytyczno-literackich, bowiem jest także krytykiem literackim i artystycznym –Twórczość ta jako całość złożona dość różnorodnie skontestowana, bo z jednej strony ulega zbyt tzw. manierze surrealistycznej, z drugiej strony zachwyca się prawosławnymi ikonami i pozwala się nimi inspirować w swej twórczości malarskiej. Urok ikon artysta dużo wcześniej z racji studiowania historii sztuki z drugiej zaś zetknął się i poznał podczas swej podróży do wschodniej Polski, na pograniczach kultur polsko-białoruskich czy polsko – ukraińskim a nawet polsko – litewskim ( gdzie trzy miesiące w latach 1988 pracował jako sztukator przy renowacji frontonu Filharmonii Wileńskiej, także) w jedynym z prawosławnych klasztorów na terenie Polski. Jeden z tych klasztorów to Jabłeczna pod wezwaniem św. Onufrego. Problematykę symboliki ikon konsultował z prawosławnymi .Rejon pogranicza pomiędzy Rusią Białą ,Ukrainą i Polską tworzą tzw. kresy i już samo nazwisko poetyzującego malarza świadczy o tym, że w tym rejonie czuje się jak u siebie. Zbigniew Kresowaty mieszka i tworzy autorsko we Wrocławiu, ponieważ na te tereny przybyli jego rodzice pochodzący „zza Buga”- czyli znad rzeki Bug- A dziś zwani „zaburzanami”. Trzeba dodać, że napłynęła tu także wielka ilość mieszkańców Białorusi i Ukrainy, którzy zostali wysiedleni z terenów zabranych przez Sowietów. można zatem zaryzykować powiedzenie, że Kresy, lub przynajmniej ich część, przesunęły się bardziej tym samym do Europy środkowej, a więc również w stronę Kresowatego i jego działań artystycznych, choć to tylko metafora… Warto zauważyć, iż z kresów pochodzi cały szereg inicjatywnych i utalentowanych ludzi, np. Witold Gombrowicz i Czesław Miłosz, inni wybitni w literaturze polskiej. Również współcześni jak np. tłumacz, poeta i ukrainista Tadej Karabowycz wykładowca na UMCS w lublinie, poeta tłumacz, edytor, należący do grona najbliższych przyjaciół Zbyszka Kresowatego.
    – Ta artystyczna sprzeczność w twórczości Zbyszka Kresowatego, o której tu mowa, przejawia się w sposób dość zróżnicowany a jednocześnie bardzo kreatywny… Kresowaty maluje obrazy olejne, robi grafiki i rysunki do książek, pisze poezję ,drukuje w czasopismach oraz almanachach, współpracuje z czasopismami oraz pisze krytykę literacka, rozmawia i spotyka się z wybitnymi osobowościami na (ponad 60 spotkań)”rozmowach artystycznych”, z których tworzy dwa tomy zapisów „MIEDZY LOGOS A MYTHOS”, pisze ikony, grafitti i zajmuje się pisaniem tekstów do muzyki oraz konserwacją dzieł sztuki… W piątek 4 listopada 2005 roku w Muzeum w Prudniku odbyła się uroczystość wspomnieniowa zmarłej Marianny Bocian połączona z wystawą malarstwa Jerzego Kapłańskiego. Jednym z prowadzących był właśnie Zbigniew Kresowaty, który jako jej wieloletni przyjaciel ,z niezwykłą werwą podkreślał realistyczny profil artystyczno- twórczy zmarłej w 2002 roku poetki. Oczytał z ksiązki swej „rozmowę artystyczną” Marianny Bocian, gdzie znalazło się kilka gorzkich i nie cenzurowanych innych uwag do współczesnych nierealistycznych postmodernistycznych i konceptualnych tendencji w literaturze i malarstwie… Paradoksalna sprzeczność spoczywa właśnie w tym, iż jego twórczość, w szczególności malarska, także ulega nadrealistycznemu widzeniu i obrazowaniu świata… Byłem uczestnikiem wspomnianego wieczoru i w duchu porównywałem surrealną grafikę Kresowatego z rembrandtowskim realizmem Kapłańskiego. Kresowatym miotają sprzeczności jak każdym twórcą mającym cos do powiedzenia…A zwłaszcza do oznajmiania…
    – Swoje wszystkie tomiki poetyckie, a w szczególności takie jak „Są oblicza i anioły” oraz „Nie opóźniać spojrzenia”, Zbigniew Kresowaty uzupełnił własnymi rysunkami i tak powstała ciekawa, wzajemnie korespondująca całość. Jest to równocześnie całość prowokująca, w szczególności wyrazem plastycznym. Prowokuje zwłaszcza w drugim z wymienionych tomików swym „Ślubnym autoportretem” (wyk. 1978 r.), celowo nazwanym jak kicz (malarz pod obrazem olejnym na metalowej tabliczce dopisuje, że każdy portret ślubny to kicz).
    Natomiast burzliwe wydarzenia końca roku 1989 przeżył Kresowaty w Czechosłowacji, przybywając wprost z Litwy, czyli z Wilna, gdzie na kontrakcie, jak wspomniałem, restaurował Filharmonię jako sztukator… tutaj w Mariańskich Łaźniach pracował także jako sztukater (to jego zawód jaki posiada pośród innych artystycznych) i z tzw. sztukaterskiej wysokości śledził, jak Czesi realizują przemiany społeczne. Do dziś artysta jest pod wrażeniem tych zajść… Czuje bezsprzeczną słabość i sentyment do czeskiego środowiska i Bochemy, bowiem napisał np. piękny wiersz na śmierć Bohumila Hrabala, którego prawdopodobnie wcześniej spotkał w knajpce „Pod Tygrysem” w Pradze… Trzeba tutaj dodać, że autor bardzo przeżył to odejście pisarza.
    – Do całości portretu Kresowatego trzeba jeszcze dodać, iż jest znakomitym piechurem. Bardzo często (niemal codziennie) wraz z Grażką (która jest z zawodu art. fotografem, która od lat dzieli z nim życie) pokonuje siedmiokilometrową trasę z wrocławskiego przedmieścia do centrum miasta. To ich fizyczna konieczność i potrzeba w wolnym czasie, którego maja jednak zbyt mało z powodu różnych zajęć i wyjazdów… Na marginesie zaznaczam, że jego żona Grażka jest w stylizowany sposób uwieczniona na wspomnianym kiczu Ślubnym autoportrecie.
    Oficjalnie muszę tutaj oznajmić i dodać, że w roku 2005 Kresowaty wydał bardzo ciekawą książkę 27-miu „rozmów artystycznych” z czołowymi polskimi artystami i osobowościami kultury., jak ; Hanuszkiewicz, Bryll, Starowieyski, Gałczyńska, Sławek, miodek, Zin inni jak Julian Stryjkowski do którego domu rozmówca zdążył jeszcze przed jego zgonem w 1992 roku i zrobił zamiast fotografii portret rysunkowy zwany pamięciowym… Jego książka nosi tytuł „Między Logos a Mythos”. Obecnie artysta pisze następna II część 320 stronicowej ksiązki jako chronologiczną całość pod tytułem „MIEDZY MYTHOS A SACRUM” w której znajda się równie wybitni luminarze Kultury i Sztuki a nawet Nauki, jak : Henryk Mikołaj Górecki, prof. Andzrej Strumiłło, prof. K. Penderecki, prof. M. Łesiów z KUL-u, inni… Jak widać ,również i on nieustannie porusza się i miota pomiędzy tymi odwiecznymi ludzkimi konstantami i luminarzami sztuk wszelkich. Podobnie jak ci, których w swej publikacji sprowokował do wypowiedzi o tym, co to jest sztuka, co to jest nieskończony i wolny świat twórczych imaginacji….

    prof. František Všetička – OLOMOUC -Czechy
    Przekład Irena Pyszko

  • Robert Czop Surrealistyczna klasyczność w twórczość Zbigniewa Kresowatego

    Zbigniew Ikona Kresowaty należy do tych nielicznych twórców, którzy jak Andrzej Frycz Modrzewski, sprawiają wielką trudność badaczom ze względu na renesansowe podejście do sztuki. Z tego też powodu jakakolwiek próba ogarnięcia całego dzieła, przez jednego człowieka musi się ograniczyć tylko do niewielkiej cząstki tego, co dopiero zespół kompetentnych znawców ma szansę oddać jako całość.
    Jednak we wszystkich dziedzinach można znaleźć pewne podobieństwa, które pozwalają w sposób intuicyjny uchwycić indywidualny ślad artysty. I tu pojawia się kolejna trudność wynikająca z tego, że krzyżują się w jego pracach nie tylko różne elementy związane ze stylami i epokami, ale także odnajdujemy tu ogromny wpływ różnych kultur ze szczególnym uwzględnieniem bliskich mu kresów. Niewątpliwie ta niezwykła mieszanka ma ogromny wpływ na ostateczny obraz tego, co ma nam do zaoferowania ten poszukiwacz nowatorskich rozwiązań, zaskakując swoją niepowtarzalnością. Trzeba jednak zaznaczyć, że Zbigniew Kresowaty nie jest rzemieślnikiem, który w sposób precyzyjny powiela określone wzorce z przeszłości, lecz świadomym swojej oryginalności kreatorem nowych wizji, ubierającym przeszłość w niecodzienne rozwiązania. Nawet skromna znajomość malarstwa i rzeźby uświadamia nam, że upodobanie do klasycznego smaku, choć być może dużo trafniejsza byłaby uwaga, że to nie klasycyzm, ale fascynacja secesją powoduje, iż odnajdujemy tutaj płynność linii i swobodę kompozycji, co określa pewną nieprzekraczalność granic, które mogłyby irytować swoim dziwactwem, gdyby zostały przesunięte chociażby o milimetr. Przy czym nie odważyłbym się zaszufladkować tego, co robi Zbigniew Kresowaty, ponieważ on jakby tylko muskał określone propozycje w jakimś biegu, który nie pozwala mu się zatrzymać. Może jest to zbyt odważne, ale mógłbym porównać twórcę do wiatru, który przemyka się obok, zachwycając swoim dźwiękiem a równocześnie nie dającym się ujarzmić w określonej bryle. Dlatego dążenie do niemal perfekcyjnego ukazania, na przykład ludzkiej sylwetki, robiącej wrażenie wprost wypieszczonej, nie jest doprowadzone do końca i ciało rozpływa się w surrealistyczny obrazie Kiedy się na to patrzy, to trudno nie ulec wrażeniu, że to Michał Anioł i Salvadore Dali przeniknęli się nawzajem, tworząc nową jakość pod postacią czarodzieja z Wrocławia. Naturalnie nie staram się na siłę szukać jakichkolwiek korzeni, gdyż nie czuję się na tyle kompetentnym, aby podejmować w tym przypadku jakąkolwiek, choćby najmniejszą próbę. Ta moja ostrożność wynika również z tego, że jeśli położymy obok siebie rzeźbę, ikonę oraz rysunek, to odnosimy wrażenie, jakbyśmy oglądali prace trzech całkowicie obcych sobie ludzi. To jakby tworzenie siebie na nowo pod wpływem innego tematu lub całkowicie nowej koncepcji. Oczywiście, obserwując ewolucje innych, którzy zaczynali od malowania krajobrazów, a skończyli na ikonach lub malarstwie nowoczesnym, dostrzegamy odmienność prac, ale w tamtych przypadkach jest jakby ostateczne pożegnanie jednego, aby już do końca życia pozostać przy tym drugim, natomiast u Kresowatego jest odwrotnie, jakby łapał wszystkie sroki za ogon i nie rezygnując z niczego, równocześnie doskonali wszystkie drogi, które na początku wybrał. To kolejny czynnik, który uniemożliwia zaszufladkowanie, dlatego tytuł niniejszej pracy też należy traktować z wielką ostrożnością, jako duże uproszczenie tego, co ma nam do zaoferowania omawiany przez nas twórca.
    Nie zapominając o tym, że Zbigniew Kresowaty jest także krytykiem, również i tutaj odnajdziemy tę niezwykłą korelację między światem realnym i poetyckim. Sam będąc poetą, bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, że są miejsca, których dopowiedzieć się nie da i nawet najbardziej wytrawny krytyk, który uwolni się od pewności siebie, będzie musiał ulec urokowi tego, co niewypowiedziane i tak bardzo ulotne, że jakakolwiek próba analizy, może się skończyć brutalnym zniszczeniem czegoś, co może istnieć jedynie w określonej atmosferze, gdzie nie powinno się wchodzić z buciorami interpretacji, ponieważ nie ma tam na to miejsca. Przecież nie jeździ się buldożerem po klombie, rozpruwając gąsienicami niezwykły zapach róż. Wypowiedzi krytycznoliterackie Kresowatego są bardzo specyficzne 
    i już same w sobie stają się pewnym znakiem firmowym zarezerwowanych tylko dla niego, gdyż trudno sobie wyobrazić, by ktoś spróbował iść tą samą drogą. Znajdziemy tutaj pewne balansowanie między konkretnym chodzeniem po ziemi i równocześnie bujaniem w obłokach, bo przecież takie są poetyckie wypowiedzi, które, nie rezygnując z ziemskiego padołu, wymykają się do krainy, zaskakujących nas na każdym kroku paradoksami. Wydaje mi się, że właśnie na tym polega inność podejścia literata z Wrocławia do twórczości tych, których książki omawia. Z tego też względu obok konkretnych, niemal zimnych, stwierdzeń pojawia się poetyckość, która w sposób metaforyczny dobudowuje niezwykły świat interpretacji, który znów, w zależności od upodobań i gustu czytelnika może wywoływać różne reakcje. Jednakże nikt nie zaprzeczy, że łączenie tych dwu elementów powoduje nie tylko to, że mamy okazję zetknąć się ze specyficzną wypowiedzią, ale odnosimy wrażenie, jakbyśmy znowu obserwowali połączenie dwóch antagonistów, którzy w tej nowej sytuacji zaczynają ze sobą współpracować, tworząc ład. W tym wypadku będzie to połączenie klasycyzmu z romantyzmem, gdzie obok piękna i harmonii wypowiedzi niby smukłych kolumn, spotykamy się z potokiem słów zachowujących się jak ulotne nimfy lub rusałki unoszące się w swoich zwiewnych szatach tuż nad ziemią niczym baletnice na palcach. Naturalnie nie każdy musi lubić balet, ale chyba każdy przyzna, że właśnie to dodaje pewnej eteryczności recenzjom omawianego przez nas literata. 
    Aby nadążyć za tą niezwykłą osobowością trzeba mieć nie lada kondycję i reporterskie zacięcie oraz wszechstronną wiedzę, by się pokusić o to, aby ogarnąć nie tylko jego poezję i dorobek krytycznoliteracki, ale również nie mniej imponującą siłę, dzięki której Zbigniew Kresowaty staje się popularyzatorem tego, co dzieje się we współczesnej literaturze polskiej. Ten tytan pracy, dzięki swoim kontaktom z różnymi miłośnikami pędzla i pióra, podejmuje się przybliżenia tego, co się dzieje w artystycznym świadku, a co bardzo często jest spychane na boczny tor nieuwagi i ginie gdzieś w niepamięci. 
    Kończąc tę próbę zasygnalizowania tylko nielicznych elementów z tej bogatej działalności pod skrzydłami prawie wszystkich Muz, chciałem podkreślić szczególną życzliwość tego człowieka, który, mimo tak wielu pasji, odnajduje czas, aby na chwilę przystanąć i podać rękę tym, którzy dopiero przebijają się na parnas.

    Robert Czop

  • „Pisząc na piasku” – między sztuką a teologią O książce Zbigniewa Kresowatego „Między Logos a Mythos”

    Otwieram Ewangelię według św. Jana i odczytuję jeden z najpiękniejszych tekstów natchnionych: „Na początku było Słowo , a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo… A Słowo stało się Ciałem i rozbiło namiot wśród nas” (J 1,1 – 14)
    A to Wcielone Słowo mogło „rozbić namiot wśród nas” dzięki Duchowi Świętemu i dzięki człowiekowi, dzięki Kobiecie imieniem Maryja. Dlatego Ona jest Patronką wszelkiej sztuki, artyzmu i sztuki nad sztukami – życia ,bo przecież jedno i drugie jest ucieleśnieniem Słowa , Przedwiecznego Logosu, przez Ducha Świętego i współpracującego z Nim człowieka.

    Mam przed sobą książkę Zbigniewa Kresowatego pt.” MIĘDZY LOGOS A MYTHOS” z dedykacją Marka Ostoi- Ostaszewskiego. Są to „rozmowy artystyczne” z twórcami sztuki i nauki. Jedne są interesujące i głębokie, inne płaskie. Mnie jako księdza i teologa interesują szczególnie watki religijne i humanistyczne, dlatego takie wynotowuję. Marianna Bocian , nieżyjąca już poetka, znana mi osobiście, zadaje dramatyczne pytania: „Co może się stać, przed czym ostrzegano od tysiącleci, by nie wykraczać przeciwko Duchowi? Czy dramatem naszej współczesności nie jest to, że człowiek się nie rozwija, tylko intelektualnie tresuje?”. Ernest Bryll: „Dlaczego w wierszach wracam do motywu –śladu po zstąpieniu Ducha Świętego, który to ślad jakoś się załamał, przemienił w byle co ? Bo dla poety Bóg musi być cierpliwym słuchaczem jego żalów, których już świat nie słucha” .Sławomir Derecki wyznaje : „Tak? Wierzę w Boga. Im dłużej obserwuję naturę , tym mocniej staję się humanistą przeświadczonym o boskim istnieniu. Bóg to Sens i Mądrość Absolutna, która konsekwentnie nawet to ,co nielogiczne pozwala ułożyć w logiczną całość” .Przypomina mi się zdanie z Andre Malraux : Istnieje tylko jeden problem poważny : Jaki jest sens naszego życia”. Lilla Latus ,poetka i tłumaczka , mówi : „Długo mocowałam się z sobą i wadziłam się z Bogiem .Ale z Bogiem trzeba się wadzić, pytać , dociekać…Wiem , ze Bóg jest mądrzejszy od wszystkiego ,co na Jego temat wymyślono”. Mogę tylko dodać od siebie : teologii także! Jedna z najciekawszych rozmów to rozmowa z Markiem Ostoja- Ostaszewskim, artysta, którego znam osobiście. Obszar jego zainteresowań obejmuje sztukę z różnych kręgów kulturowych i religijnych, ale myślą centralną i wiodąca jest wyznanie : „Moim guru był i jest Jezus Chrystus i Jemu wierzę.” Adam Hanuszkiewicz popisuje się inscenizacją „Fausta” Goethego w której chce wyrazić „walkę Boga z szatanem” – i powiada : „U mnie Bóg jest królem na wózku paralityków, czasem chodzi o lasce, jakby w niemocy”. Być może ,ze reżyser mówi o swoim życiu, wobec którego Bóg może wydawać się bezradny, „w niemocy”!
    Jan Miodek mówi: „Wierzę Chrystusowi ,że prawda wyzwala , ale uciekam od prawdziwych Polaków – katolików .Ciągnie mnie do tych grzesznych, mniej prawdziwych”. Henryk Skolimowski bolejąc nad „pustką w sztuce”, która powstała z tego powodu, że ” Kościół przekazał władzę nad duszami nauce i technice”, krytykuje tenże Kościół za Deklarację „Dominus Iesus” : „W trzecim millenium nie można ekskluzywnie wywyższać jednej religii ponad inne”…Profesorowi myli się prawda z tolerancją : jedyną w pełni prawdziwą religią jest chrześcijaństwo i na to nic się nie poradzi, natomiast wyznawca innej religii może się zbawić pod pewnymi warunkami , choć i tak się zbawia przez Chrystusa, w Jego Kościele, świadomie do niego nie należąc. Biorąc pod uwagę wypowiedzi wszystkich uczestników „Między Logos a Mythos”, i w ogóle ludzi nauki i kultury, może zrodzić się myśl o potrzebie „Poradni teologicznej”, w której wykładałoby się „teologię dla wszystkich” i rozwiązywałoby się problemy z zakresu teologii biblijnej, dogmatycznej i moralnej. A gdy mowa o teologii, to mam przed sobą ostatni tom „Wierchów” , z którego się dowiaduję , że Nagroda Literacka im. Władysława Krygowskiego została za 2004 rok przyznana mojej skromnej osobie. 
    W cywilizacji takiej jak nasza nauczanie i kapłaństwo , służba słowu i Temu , kogo nazywa się Bogiem , to ostatnie szlachetne zajęcie człowieka” – pisał A. Malraux .

    Ks. Prof. Roman Rogowski 
    (wykładowca Seminarium Duchownego)

    Zbigniew Kresowaty: Między Logos a Mythos, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków, 2005. Słowo wstępne prof. Stefan Bednarek – Inst. Kulturoznawstwa przy U. Wr. stron 310 (twarda oprawa), projekt okładki i grafika: autor. Wyd. I Dotacja Wydz. Kultury W-w.

  • dr Dariusz Tomasz Lebioda – Świętość zbrukana (?) O poezji i rysunkach Zbigniewa Kresowatego – 1999r.

    1.

    Od najdawniejszych czasów człowiek wędrował w wyobraźni tajemnymi szlakami poznania. Chciał zrozumieć , czym jest jego byt. W bezchmurne noce stawał pod ogromną czaszą nieba i patrzył w połyskliwą ciemność. Wyczuwał instynktownie ,że jego życie jest wielką tajemnicą , która graniczy z tajemnicą całego istnienia . I jest świętością zbrukaną przez przelew krwi, przez stale rozgrywający się dramat narodzin, wzrastania i śmierci. Chciał poznać to co jest za horyzontem, za zboczem górskim , po drugiej stronie morza i chciał zrozumieć samego siebie .Brał do ręki czaszki przodków , wpatrywał się w wyżarte przez piach oczodoły i pytał bogów , pytał naturę , pytał tajemnych znaków – kim jest. Dopiero jednak poezja i sztuka pozwoliła mu odnaleźć tę samą aurę metafizyki, którą czytał w oczach upolowanego rena, w źródle leczniczej trawy czy w misternej muszli wyrzuconej na brzeg zalewu. Dopiero pierwsze rysy na skale i pierwsze słowa wyśpiewane w mroku dały mu wiedzę o tym , co dotąd było zakryte, co było zasłonięte , spowite przez woal mroku. Odkrycie magicznej mocy słów i symboli otworzyło przed nim perspektywy makro i mikrokosmosu – wyzwoliło go z automatyzmu i dało namiastkę boskiej mocy stworzenia. W tym momencie zaczął się jego wielki skok i wielki skok ludzkości.

    2.

    Zbigniew Kresowaty zadebiutował na łamach miesięcznika „ODRA” w 1987 roku . Od tego czasu do roku 1999 wydał już cztery zbiory wierszy , publikował swoje utwory w renomowanych periodykach , a nade wszystko dał się poznać jako niezwykle utalentowany rysownik, grafik i malarz. Jego przedstawienia „Piórem i piórkiem” obiegły całą Polskę i utorowały sobie drogę za granicę. Poezja Kresowatego jest raportem z wypraw ku tajemnym przestrzeniom snu i nadrealnych wizji – tam, gdzie cyt.:
    „słów już nie ma / wystygła zieleń drzew / ptaki nie rozmawiają / tylko brew drży / bez myśli pod słojem słońca / pod zmarszczkami sinego oka / poniewiera się puls szkła / łodyga róży wystaje z krwi.” Tam rodzą się i umierają co chwilę „oblicza i anioły”, tam dochodzi do nieustannych sakralizacji i profanacji chwil i terytoriów. Poeta wkracza w te uświęcone rewiry, by szerzyć wiedzę o pogańskim spektrum ; wkracza w te spotworniałe odległości , by uświęcać je oddechem czystej poezji. Trudno mu pogodzić się z oczywistościami , jakie nakłada na wyobraźnię określona tradycją perspektywa i nie kończąca się gra pozorów – naciąganie i dopełnianie tego, co i tak pozostanie odległe , tego , co i tak będzie puste .Nie bez powodu tak często w wierszach Kresowatego pojawia się krew i krwawe celebracje – wszak byt jest dla niego misterium mającym w sobie coś z druidycznych obrzędów ofiarnych, coś z pogańskiej nocy naznaczonej krzykiem dziewic ofiarowanych bogom, coś z morderczych bachanalii ,cyt.:” Były nasze ciała KIEDYŚ nabijane / na pal ognisty każde po imieniu innym / kiedyśmy wąskim gardłem podążali / w przestrzeń odkupienia / lub gdy morze się rozstąpiło / za zgodą twego pana.”- Taka perspektywa ustawia wiersz w określonych kontekstach kulturowych i ekspanduje wyobraźnię czytelnika ku sacrum poezji nienapisanej , ku odległym perspektywom prajaźni i praświadomości . 
    Poezja Kresowatego jest wyławianiem z mroku odległych czasów tamtego bólu i tamtej tęsknoty – Jest komunią z kimś, kto patrzył w gwiazdy dawno temu i marzył o przeniesieniu się w przyszłość. Poeta wyciąga ku niemu dłoń, pragnie poprzez „magiczne przejście” wiersza znaleźć się tam, gdzie dociera tylko wyobraźnia i tylko myśl szybuje niczym boski wysłannik. Ale też stale jako narrator sprawdza , gdzie przenosi go imaginacja , stara się kontrolować te przerzuty i te ucieczki… Patrzy podejrzliwie na rzeczywistość wokół siebie i nieustannie instruuje się , jakby w każdej chwili uczy się być : „na odmianę chwil / jeszcze się nie oglądaj / jeszcze się innym zdawaj / ze słów i rzeczy / dostąp okien gdzieś / są jeszcze ocalone obrazy / które zabiorą cię w siebie / pomyłki się nie zdarzają / to tylko życie więcej jest / warte w pełniach ziemi / dziwna dzika konieczność / ciekawością obraca kulę / a ty zaczynasz mówić / weź czasem głęboki oddech / oddalenie to rozdwojona natura / odsłania ci za wiele / – tak mało zarazem / że aż boli.” -Byt jest dla poety przesycony cierpieniem i stale wyciska swe piętna wrażliwości , na wyobraźni, na każdej chwili. Dlatego wiersze Kresowatego są skłębione , pełne pulsujących metafor – bliskie zapisowi kulturowemu ; mitowi , podaniu, książce tajemnych znaczeń…
    Poeta w swoich wyprawach w głąb jaźni dochodzi aż do pokładów przedludzkich – zwierzęcych. Wtedy pragnie cyt.: „być łabędziem / na zapomnianym jeziorze / na głębinach zapomnianych luster / opływać brzegi całym sobą cichym / i nigdy nie stopnieć chociaż wokół / przestrzenie wołają odfruń! / z najgłębszych wód – – – / w ciągłym znaku zapytania trwać / z opierzonym białym wężem w zaroślach/ gdzie syczą krople krwi na śniegu /w przezrocze wieczności spójrz / pragnieniem samotności / i nic się nie dzieje / – dryfujemy.” 
    Nic się nie dzieje i dzieje wszystko. Poeta zbliża się wtedy do świadomości iście szamanistycznej .Odbywa podróże w czasie i przestrzeni, ale też i podróże wewnętrzne – w głąb ciała , wszerz jaźni .Tam odkrywa to co, powinno być zasłonięte , pławi się w obrazach, obcuje z sensem i bezsensem , zarazem przesiewa przez sito świadomości wolne abstrakty, fantazmaty, odpryski znaczeń i treści gromadzone tam przez wieki. Chce być zwierzęciem, bo zwierze jest tworem doskonałym, ale też chce być łabędziem, a to znaczy – według Bachelardowskich klasyfikacji wyobraźniowych – że sztuka miłości, pragnie posiąść kobietę czystą , pragnie połączyć się z jaźnią, którą będzie mógł uświęcić i sprofanować zarazem swoją wizyjnością. Takie liryczne łowy imaginacyjne każą też patrzeć na lirykę Kresowatego jak na swoisty rodzaj terapii, mediacji w czasie i przestrzeni , mediacji poprzez czynny obraz i statyczną chwilę wyobraźniową, a pytania pojawiające się w takich momentach maja walor ostatecznych utwierdzeń, umocowań , instalacji bytu cyt .;”gdzie jesteś czasie /w procesji bodiaków inny / przeszliśmy rzekę już / cienie drzew tam GDZIE / ścięto las – idą jak kiedyś za nami z górami wiatr / niesie naszą czysta pogodę/ z otwartymi oczami ja / a ludzie z nieba schodzą /miecz poznaje złocisty / jedno tylko wskazuje drogę / – – – – – -/ śpię z otwartymi oczami / bo tak uczył ojciec / gdy wrócił z wojny / pozwól / mimo że nie wierzę mu / żebym przekradł się / przez te białe noce / w pola pamięci z przyszłości / bo muszę wiedzieć / jak poznawać to co / wycięte utracone / nieprzejrzyste / jeszcze / jeszcze / raz.” Tylko tak można być i tylko tam można czuć – stale od nowa, stale od początku, choć – nigdy…

    3.

    W rysunkach i grafikach Kresowatego pojawiają się zasadniczo te same opcje i ta sama tematyka co w poezji, choć oświetlenia i akcenty są oczywiście inne. I tutaj autor sięga poza sferę rzeczy widzialnych . Żongluje przedstawieniami i jak surrealiści zmienia desygnaty znaczeniowe ; jak Picasso wykrzywia twarze i uruchamia oczy, usta, i inne części anatomiczne ; jak Chagall wywraca do góry nogami domy, zmienia perspektywy w obrębie jednej strefy semantycznej; jak abstrakcjoniści nie waha się poddać automatyzmowi skojarzeń i impulsów myślowych ; jak Brzozowski czy Kantor nie waha się sięgać po „bylejakość”, po elementy ze śmietnika kultury .W jego sztuce wciąż wracają te same symbole , a najczęściej chyba są przywoływania oka i źrenicy, ale też i rogu, skrzydła, liczne też są nawiązania do nieustającej walki płci i chęci dominacji nad partnerką – żądzy podsycanej pulsowaniem krwi i potrzeba nieustannego obcowania z czystością, pięknem nieskalanym i pierwotnym jak nabrzmiałe sutki, jak pulsujące łono. Kresowaty potrafi narysować wszystko to co kłębi się w głowie człowieka we śnie i podczas nadrealnej wizji; potrafi przenieść na papier – wyrwane z podświadomości – obrazy z zamierzchłej przeszłości . Pokazuje wtedy jakby kolejne etapy kształtowania się i udręczenia jaźni. Wszystko tutaj skręca się w szalonym uścisku, wszystko wyrywa się ku szerszym przestrzeniom. Jaźń groźnie wiruje pośród kosmicznej nocy, a świadomość odbywa bolesne eskapady w rewiry , gdzie śmierć graniczy z ekstazą , a byt jest ledwie magnetyczną mgiełka. Przedstawienia napływają niczym mary , niczym strzępy dawno odeszłych ciał, kształtów , znaczeń ; monstrualne krzyże , wielkie oczy wpatrujące się w ciemność, monstrualne ptaki przeistaczające się w ludzi, węże i ryby, pegazy, karły, planety i kamienie, góry i przepaście , piramidy i fragmenty miast ściśnięte przerażająca implozją. Sfera symboliczna tych przedstawień wyraźnie czerpie swoje soki z natury i kosmosu. Kresowaty łączy odległe przestrzenie i zdawać by się mogło nie przystające do siebie byty, wiąże to , co zostało zerwane i drze na strzępy to ,co uświęciła tradycja . W świadomości postaci z jego rysunków pasą się stada koni, wyrastają diaboliczne kształty , pną się w górę anatomiczne drzewa. Trwa nieustająca kopulacja , wielkie ożywienie, wszystko porusza się albo zastyga na chwilę w oczekiwaniu na cios z dalekich światów. W tym pulsującym mrowisku znaczeń stale dochodzi do tragedii i wciąż zjawiskowe kształty sakralizują to ,co zostało sprofanowane. Kresowaty otwiera przestrzenie i stale dopełnia je, bytuje w przestworzu , w którym śmigają w przelocie kształty i treści , wirują słowa i gesty. Tam łowi je i umieszcza na swoim miejscu w ciągu znaczeniowym .Takie nastawienie powoduje , że artysta staje się audiowizualnym podróżnikiem , stale czujnym, stale odkrywającym zgubione fragmenty wielkiej mozaiki świadomości.
    Kresowaty posługuje się czernią i bielą, szarością i nagłym kontrastem, kreską i plamą, dalekie tła zapełnia plątaniną czarnych wirów albo regularnymi liniami. Potrafi wyczarować na kartach papieru specyficzny nastrój i umie też tak operować światłem , skrótem , perspektywą ,że obcujący z tymi dziełami ma wrażenie autentyczności wykreowanych dali. Materia graficzna jego przedstawień wskazuje , iż powstają one bardzo szybko, w głębokim uniesieniu, jakby w chwili podświadomościowego połączenia z przeszłością i przyszłością. Tego rodzaju działanie wyklucza akademickie cyzelowanie linii i geometryczna koherencję plam – wszak jest wydobywaniem z otchłani , tego co istnieje w nieistnieniu i nie istnieje w istnieniu. Przypominają się w tym momencie wspaniałe rysunki Feliksa Topolskiego, znakomite szkice Salvadore Dali, rysunki Picassa. Ci wielcy rewolucyjni twórcy , podobnie jak Kresowaty , chcieli jak najszybciej pokazać w swoich przedstawieniach to , co jest w człowieku i jego świadomości najgłębsze, co drażni i koi zarazem byt, co boli i jak rozszarpana rana i łagodzi ból niczym balsam. Szybkość jest tutaj koniecznością , ale też i wartością potwierdzającą umiejętności warsztatowe i autentyczność doznań. Kresowaty zna doskonale rysunki i grafikę wymienionych wyżej autorów i często umieszcza w swoich pracach czytelne cytaty , choć nie waha się też uciekać do kryptocytatów . Można by tutaj wymienić jeszcze wielu antenatów , ale chodzi przecież tylko o wskazanie drogi, o umieszczenie przedstawień wrocławskiego twórcy w szerszym kontekście. Oryginalność tych prac jest niezaprzeczalna , a ich wizyjność wręcz fascynująca i pełna możliwości interpretacyjnych. Zarówno poezja , jak i przedstawienia plastyczne Zbigniewa Kresowatego są bezkompromisową próbą odnalezienia w świecie wypełnionym magmą znaczeniową własnego języka i własnego świata. 

    dr Dariusz Tomasz Lebioda

  • Odyseja bez granic – z raptularza Bożeny Budzińskiej O książce i sylwetce Zbigniewa Kresowatego „Są oblicza i anioły”

    Biografia Zbigniewa Kresowatego realizuje scenariusz typowy dla pokolenia uwikłanego w naznaczoną milczeniem i szeptem grę ze znaczeniami , czytelnikami i warunkami historycznymi , które prowadziły do politycznych uwikłań albo (i) skazywały twórcę na błąkanie się w poszukiwaniu miejsc, dróg i sensów aktywności artystycznej . Poeta i malarz wrocławski najpierw publikował w „drugim obiegu” literackim , a począwszy od przełomowego dla kultury polskiej roku 1987, zaczął wydawać tomiki poetyckie, ilustrowane własnymi grafikami. Ostatni z nich wydany w 1999 roku pt. Są oblicza i anioły – podsumowuje poetycką młodość wszechstronnego i niebanalnie myślącego artysty… Upłynęła ona , jak zdradza Kresowaty , „na zapomnianym jeziorze / na głębinach zapomnianych luster” (str.37). To prawda, o kulturze i myśli polskiej wielu chciało wtedy zapomnieć. A anioły Kresowatego grały tymczasem w przedziwnej orkiestrze swoje własne „łabędzie jezioro”, raz po raz schodząc na ziemię , tonąc w niej lub odpływając w spokrewnione w wodę niebo.
    Mówiący podmiot tych wierszy często płynie , przywołuje na pamięć morska podróż, albo wspomina mity naszej cywilizacji związane z wędrówkami starogreckich żeglarzy. Liczne aluzje i symbole mitologiczne ożywają obraz podróży i nadają jej nowe znaczenie. Wędrówka Odysa będzie dla czytelnika wciąż fascynująca, choć on sam może czuć się zniecierpliwiony lub wyeksploatowany przez kilkanaście wieków krążenia po wielkich nieskończonych morzach. A morza są podobne do wierszy. W nich także można się zatopić, a raczej – będąc wytrawnym żeglarzem – zagubić się na własne życzenie. Czymże innym , jak nie błądzeniem ,jest niespokojna miłość? Niekiedy tylko, kiedy opadną fale , rodzi się wątpliwość , czy dopłynie się do celu. Tutaj współczesny Odys często wątpi . Odradza się w dziesiątkach postaci i miejsc. Jego przymusowej włóczęgi nie zakreślają granice morza. Pojawi się na przykład w Wenecji i tam w starych domach odnajdzie tożsamość losu cyt. :

    te domy gotowe do wiecznej podróży
    czekają pochylone nad wodą
    rozmarzyły się na dobre wokół inne 
    domy pełne czasu z dużymi oczami
    patrzące w pamiętnik mój i twój
    („Wenecjada” , str.33)

    I kiedy poeta przesiada się do łodzi Odysa, czytelnikowi zdaje się czasem, że to z Charonem odbywa się ta bezkresna przejażdżka podczas której zacierają się różnice między miłością a śmiercią , biernością a aktywnością. Tylko sam król Itaki traci jakby spryt – może w podróży przez wieki nauczył się, że to nie wystarczy, aby zdobywać miasta? Upodobnił się do zbłąkanego Telemacha… 
    Ależ tak – zdaje się mówić poeta – to wszystko może się zdarzyć, jeśli przyjmiemy prawdę oczywistą : żyjemy na scenie wielkiego teatru , obojętnie jak go ktoś nazwie, ziemią czy morzem, planetą czy kosmosem. Nie ma więc małych scen, skoro wszystko nieustannie się zmienia, a z pesymizmem Norwida jako autora „Marionetek” łatwo polemizować :

    (…) nie nudziłem się
    na scenie tak małej
    bo umierał król
    i zaraz odżył
    jak Jagon w Otellu („powiem kiedyś” , str.36)
    Jakże krzepiąco brzmią te słowa na tle ponurych wyznań dzisiejszych poetów , którzy nadużywają póz „przeklętych”, nie bardzo nawet rozumiejąc swych poprzedników w tej roli. Lepiej czuć się królem choćby małej wysepki – jej nazwa nikomu nic nie mówi , a i na mapie oceanu trudno znaleźć takie maleństwo- i ku niej żeglować , a może spełni się choć część miłosnych życzeń. O to Odyseusz się nie obawia , Penelopa – kobieta i sztuka w jednej osobie – czekać nań będą i spełnią się we właściwej chwili. Będą jej sprzyjać stworzone piórkiem grafika biało – czarne anioły , także przekonane o mistycznym charakterze miłosnego aktu :

    koń to taki duży potulny anioł
    który stoi nad kobietą miłości
    kobieta jest jego ogniem i
    kąpie się w nim swoimi różami
    swoimi płatkami z tych róż
    które jej przyniósł już
    w tamtym nawiedzeniu
    i swoimi mistycznymi skrzydłami 
    nad nią położył w gwiezdną noc
    (” Koń” , str. 42 )

    Takie oto istoty zapraszają do podróży w arce Zbigniewa Kresowatego. I choć przedstawia on swój świat piórkiem, brak krzyczących barw do tej wyprawy nie zniechęca , przeciwnie – skłania , by zajrzeć odważnie w jedyne oko Cyklopa, jeśli pojawi się on w pieczarze półsennej wyobraźni.

    Bożena Budzińska – Gdańsk

  • „…KTÓRY WYPRZEDZIŁ OBECNY NIEPOKÓJ” Świat nie tylko poetycki Zbigniewa Kresowatego w/g Tadeusza Chróścielewskiego

    Ostatni obszerny tom wierszy Zbigniewa Kresowatego („Nie opóźniać spojrzenia”) , niezwykle interesującego poety i plastyka średniego pokolenia , poprzedza zachęcającym szkicem ,jako „słowem wstępnym”, poetka Marianna Bocian. Z jednym ze wstępnych stwierdzeń nie mogę się niestety zgodzić. Poetka zdaje się uważać uprawianie przez Kresowatego dwóch odmiennych rodzajów sztuki za ewenement, a następnie nadaje ich efektom twórczym i zakresom poszukiwań znamiona „nierozdzielności” . A przecież posługiwanie się zarówno piórem jak i pędzlem czy dłutem nie należy do rzadkości , że wymienię choćby: Tadeusza Lenartowicza, Józefa Ignacego Kraszewskiego, C. K. Norwida, St. Wyspiańskiego czy późniejszych twórców – St. Ignacego Witkiewicza, a nawet Bruna Schulza… Nierozdzielność zaś umożliwiają granice możliwości technicznych każdej z tych dziedzin i ich wymienionych postaci .Norwid nie mógłby namalować obrazu np. „Promethidionu”. Malarstwo nie jest, wiadomo , w stanie definiować abstrakcji czy tajemnic duchowych. Przecież i w omawianej książce Kresowatego , kiedy podjął się niespełnialnego zadania – oddania całego bogactwa uczuciowego swej miłości Grażki -Muzy, nie zdoła wejść poza zwyczajową kompozycję erotyczną z dodaniem nieuniknionego finału wszystkiemu co żyje , jakim było sięgnięcie po opatrzony motyw średniowiecznego danse macabre w drugiej części książki pt. „Nie opóźniać spojrzenia”. Ale to jest uwaga całkowicie na marginesie tomu, lecz także zbytniego pośpiechu protagonistyki tomu wierszy. Kresowaty zasadniczą część swego tomu poświęca zdefiniowaniu świata od Aktu Stworzenia aż po dziś – czego nieszczęsną trafność ukazały nam wydarzenia w świecie w dobre kilka miesięcy po ukazaniu się tej książki, a których początek ukazał się nam wszystkim bardzo niespodzianie i nagle w całym swoim dramatyzmie w chwili gdy wieczorem (a nawet w połowie dnia) ujrzeliśmy na szklanym obrazie armagedon. Artysta wydając swoją książkę o wiele wcześniej bo w 2000 roku wyprzedził swoimi działaniami i tekstami to co stało się później jako fakt. Bo tak naprawdę jest w książce o nadchodzącym jakimś wielkim wydarzeniu , jest jakieś swoiste proroctwo(?). Podstawowa część tego tomu stała się tutaj nieco przypadkowa porażającym unaocznieniem powracającego wizerunku nieidyliczności świata od wiek wieków po tamtą chwilę i jej wszelkie ciągi – spojrzenia i oceny nieustannego „dziania się” w nim – z pozycji wieszcza, prophety, futurologa , wreszcie apokaliptykosa i każdego z myślących i wrażliwych losom otoczenia „współ-oglądaczy” tego , co dzieje się właśnie za Oceanami. 
    Wyobraźnia poety i artysty wyprzedza w tym wydaniu tomu poezji więcej niż to co groźne , Momento do czego autor użył podmiotu jaskółki, która nieustannie przeplata się, lub objawia się, w niektórych tekstach jako „czarny sztylet” ,lub ptak nisko lecący przed burzą „z tytanem błota w dziobie…” Zatem wyłóżmy choć kilka tamtych wyobrażeń i myśli poety, który rozumiał Czas i dziwnie przeczuł Nadciągające „czarne chmury”…Świat i życie na ziemi miało mieć wedle planu Stwórcy charakter przede wszystkim rustykalny. Można parafrazować metaforykę tych wierszy poety : „Drapacze chmur” jego „manhattanu” -to dorodne drzewa – naturalny materiał tworzenia ognisk rodzinnych i sąsiedzkich społeczności gdzie życie miało być wypełnione „szczęściem” rodzinnym , które to „bywa” jak – oznajmia poeta :
    (…)
    każda historia zaczyna się 
    od łóżka
    od stołu
    od mlecznych zębów
    od splątanych gałęzi (s.44)

    Ale po tym spokojnym na pozór świecie przechadzają się aniołowie, a sąsiadka człowieka (jako głównego humanistycznego podmiotu książki) – jaskółka , o czym wspomniałem , lepi gniazdo na swoją miarę. W tym celu nosi w dziobie swe materiały i spoiwo w postaci „ździebełek błota”. Tak przebiegające życie było przecież swego czasu rajem!? –Aż, gdy ów Eden został odkryty przez jakieś niezidentyfikowane siły- „straszny on i dopieka gorzej niż ogień i piołun” (s.12). A przecież ten świat był kiedyś doskonale logiczny choć bardziej prymitywny: „wszystkie kierunki w nim wiodły przed siebie, wszystkie litery prowadziły do A” (s.17). To właśnie Hioba nie oczekiwały wiadome klęski, lecz „wesela” (s.28) …Chwilę , gdy człowiek traci na zawsze swój cień, dobry Stwórca mógł łatwo oddalać czas , usypując jakby w innym czasie kopczyki , a i usypiając grabarzy , otwarta „jama” nie otworzyła się (s.44) „pochód czasu” niczego właśnie nie wyłączył samoistnie z nowej rzeczywistości : równocześnie istniały obok siebie „minotaur” i ” dworce kosmiczne” (s.20)… Nagle nastąpiło niepożądane „odkrycie” przez jego zaprzeczenie. Może dlatego , że kiedyś anioł upadł? –A może sprawcą okazał się wynalazek „popielniczki”- A może wtargnięcie „sztyletu” , który (pomiędzy wersami) w tej czy innej postaci przewija się słowami jako sprawca, a bywa także metaforą w niektórych rysunkach autora. Krąży czasem, wręcz obsesyjnie ów czarny sztylet jaskółki po linijkach jakby chciał zapisać podskórnie wers osobny(?) …Odtąd normalnej ludzkości ciekawości świata zaczyna już grozić bolesnym „bliznami” , a czasem wręcz odnowieniem stygmatu rany (s.25) I oto miłe krążące jaskółki zmieniły się w istoty wróżebne nisko latające przed błyskawica… Zdarza się ,że w dziobach niosą, miast twórczego materiału ,szczypty tytanu- A przecież to środek równie twórczy co niszczący zagładą… Przedstawia tu poeta metaforycznie , że lepimy nasze domy z niewiedzy , z tego co nas otacza, wręcz z tego , co nas tworzy i z czego bierzemy… Priamowi (o którym wspomina autor-s.31) nie możemy dać żadnego zadośćuczynienia za tamten pożar -Zapodziała się Aleksandria ( w domyśle biblioteka światowego duchowego dorobku) Autor tych pisanych współczesnym językiem, lecz biblijnie podniosłych wypowiedzi , pogrążony wizją tej świeckiej, nie udziwnionej symbolami apokalipsy, przygotowanej ludziom przez ludzi, widzi jakąś – chociażby niepełną – możliwość oddalenia, czy może wręcz zmniejszenia skali zagłady , która jak bumerang co pokolenie przybywa i zawisa mieczem Damoklesa nad głowami istot żywych i rozumnych… Jednakże autor także przeciwstawia ów idylliczny świat śródziemnomorskim filozofiom. Bardzo często autor jak narrator powraca do postaci mitycznych oraz biblijnych wmieszanych w tamten czas jakby w „prawiek”, oznajmiając także ,że coś z owych nieporozumień już było- zmieniły się tylko środki i refleksy. Poezja, sztuka , a więc i język prowadzący znaczenia życia .Być może według poety ta poezja może być jakąś siłą na dziś, choćby tylko podeprzeć miała chybotliwy stół dyskusji- miejsce rozmów i spotkań dziś pozostające jedynie tęsknotą… Może właśnie poezja jest jakąś filozofią i przestrogą w stanach zagrożenia nie tylko słowa ale i fizyczności tego całego świata.(s.27). Poezja jako sztuka persfazji w ogólności, aby posiadać moc ocalającą musi dobry zespół słów , które budują znaki i jakby stawia je ” w drodze”. Daje nam autor także do zrozumienia o odpowiedzialności za słowo i czyn, a także o tym, ze trzeba prawidłowo prowadzić dialog z sobą ,daje do rozumienia o : przedsiębranie uwagi własnej intuicji i żeby prowadzić ją w stronę autorytetu dlatego takie tu wątki filozoficzne , prawie uniwersum… Co się tyczy dalszej części tej poezji, najważniejszą jednak jej siłą wobec czyhającej groźby jest właśnie sformułowana już w samym tytule podzielność uwagi o los i konieczność ogarnięcia sytuacji zagrożenia totalnego. W książce tej ,choć poetycka ,rośnie dramaturgia i filozofia czasu w spojrzenie w głębinną przepaści , która często jest w nas samych, prowadzona lub wyprowadzona z idylli do czasu obecnego. Kresowaty co rusz przeciwstawia się złu i nieporozumieniu, buduje jakby piramidalne skojarzenia filozoficznie podpierając je grafikami , cały cykl grafik zajmuje w tej książce pokaźne miejsce. Tom poezji przestrzega relata refero , co przekazuje autor i narrator : poeta i artysta z dużym nawiasem intuicji i buduje obrazy plastyczne, takie czyste i czytelne ewolucje w semantyce apokaliptyczno-sennej Glossy, jakby przygotowania czegoś spektakularnego wręcz nieuchronnego wyzwolenia niespożytej energii idącej mrukliwie z ponadczasowości, antropologicznie uzmysławiając czas dokonywany doświadczeniem ,gdzie w różny sposób uaktualnia się także zło i wręcz może przybierać wymiary armagedomu. 

    Tadeusz Chróścielewski – Łódź

  • Marian Grześczak „TWÓRCZOŚĆ” – nr 5 / 2000 – napisane w „KIOSKU”

    Już w roku 1996 zwróciłem uwagę na poetę i grafika Zbigniewa Kresowatego, wtedy autora trzeciego zbioru wierszy ” Są oblicza i anioły”. Teraz wyszła bardzo obszerna książka wierszy, grafik i obrazów zatytułowana „NIE OPÓŹNIAĆ SPOJRZENIA” (Wydawnictwo Wit – Graf, Toruń 2000). W malarstwie złośliwy, turpistyczny surrealizm, ale w jego walorach czysto plastycznych, na podstawie kiepskich technicznie reprodukcji, nic powiedzieć nie można. Zadziwiająca ekspresja? -Na pewno. Widać ją wszakże wyraźnie i mocno w kosmologicznych grafikach; formy, rzeczy, nastroje, wydobywa z niebytu bieli kreska rozbiegana we wszystkie strony, nieczytelna, furiatyczna, zaś ułożony z czerni świat aluzji zawieszony jest, prawie we wszystkich pracach, na horyzontalnych, czarnych liniach, jakby to były linie – strofy wierszy albo linie w zeszycie. Bardzo piękne wiersze: „W południe na nowej wsi” – zakończony komentującym zdaniem – „w dniu kiedy odszedł Zbigniew Herbert”, „Najpierw jest jaskółka”, „Próba bycia”, „Słyszę głos”.

    Marian Grześczak 

  • prof. Stefan Bednarek – recenzja wydawnicza książki Zbigniewa Kresowatego „Między Logos a Mythos”

    Książka „Między Logos a Mythos” powstała z zapisów kilkudziesięciu rozmów –wywiadów przeprowadzonych przez Autora w ciągu ostatnich kilku lat (wyjątek rozmowa z Julianem Stryjkowskim) z wybitnymi postaciami życia kulturalno – artystycznego i naukowego. Wśród rozmówców Kresowatego znaleźli się m .innymi : Adam Hanuszkiewicz, Wojciech Siemion , Ernest bryll, Franciszek Starowieyski, Julian Stryjkowski, Ewa Michnik, Ziemowit Fedecki , Józef Baran, Marek Ostoja – Ostaszewski, Adam Szyper, Halina Herbert (siostra poety) Kira Gałczyńska oraz profesorowie : Henryk Skolimowski, Tadeusz Sławek, Wiktor Zin, Jan Miodek, Leszek Czuchajowski i inni. Powstała w ten sposób swoista kronika intelektualna okresu transformacji ustrojowej w Polsce, zapis stanu ducha polskich elit intelektualnych u progu XXI wieku. Oczywiście , nie jest to zapis kompletny , być może także nie reprezentatywny, jednakże zasługujący na poznanie , przynosi bowiem źródłową wiedzę o biografiach i dorobku twórczym oraz o przemyśleniach , poglądach i „wizjach świata” osób, które mają wiele do powiedzenia , i potrafią to interesująco powiedzieć , zwłaszcza że Autor jest do tych rozmów znakomicie przygotowany i prowadzi je w taki sposób , by wydobyć z nich najcelniejsze myśli rozmówców.
    Z kart książki wyłaniają się barwne , czasem pogmatwane , losy życiowe ludzi, którzy współokreślali atmosferę intelektualną i krajobraz kulturalny Polski po II wojnie światowej, brali udział w kształtowaniu życia artystycznego i światopoglądu doby PRL-u, ale też swą aktywnością artystyczną , naukową czy filozoficzną rozsadzali od wewnątrz peerelowski świat i przyczynili się do jego końca na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Tak to indywidualne losy rozmówców Kresowatego splotły się z „wielką historią”, którą niejednokrotnie współtworzyli , a zawsze towarzyszyli jej swoją działalnością naukową czy artystyczną, opatrywali własnym komentarzem. Znamienna pod tym względem jest rozmowa z Julianem Stryjkowskim , swoisty rozrachunek życiowy, intelektualna spowiedź , w której wybitny pisarz rozlicza się ze swoich zaniechań i „zdrad”, a jednocześnie ukazuje drogę wychodzenia z wewnętrznych rozdarć i osiągnięcie wewnętrznego spokoju.
    Rozmówcy Kresowatego to postaci barwne i interesujące. Autor jednak nie koncentruje się na ciekawostkach biograficznych – choć i te zasługują na uwagę, jak na przykład dzieciństwo Zbigniewa Herberta, o którym mówi w książce siostra poety Halina Herbert. Kresowatego bardziej interesuje biografia wewnętrzna, wizja świata i dialog ze światem , jaki toczą jego rozmówcy. Może to być dialog reżysera teatralnego , któremu – jak Adamowi Hanuszkiewiczowi – przyszło tworzyć w szczególnych okolicznościach historycznych, i który, chcąc nie chcąc, musiał wikłać się w doraźne rozstrzygnięcia polityczne (sprawa Dejmka i Teatru Narodowego!), a jednocześnie nie rezygnował z własnego programu artystycznego , budując ten program często w opozycji i do władzy, i do środowiska twórców. O innych komplikacjach polityczno – artystycznych mówi, wspominając burzliwe losy S T S- u i jego gry z gomułkowską cenzurą Ziemowit Fedecki, czy o pokoleniu „Współczesności” Ernest Bryll.
    polityka wdziera się nieuchronnie na karty tej książki , ale przecież w niej nie dominuje. Prowadząc rozmowy z ludźmi nauki i kultury Autor sięgał głębiej – pod podszewkę doraźnych rozgrywek politycznych , ku filozoficznym , poznawczym i moralnym problemom tej trudnej epoki, w której przyszło nam żyć. Najdobitniej poświadczają to rozmowy z Tadeuszem Sławkiem, Markiem Ostoją Ostaszewskim czy Wojciechem Siemionem, a także z twórcą eko- filozofii Henrykiem Skolimowskim. W rozmowach tych przenosimy się ponad wymiar ustrojowy czy narodowy ku uniwersalnej problematyce moralnej, teologicznej , metafizycznej , poszukiwaniom duchowych drogowskazów.
    Otrzymujemy zatem książkę niezwykłą. Z jednej strony jest to bowiem cenne kompendium wiedzy o współczesnym życiu naukowym i kulturalnym i jego koryfeuszach , a jego wartość dokumentalna i źródłowa trudna jest do przecenienia. pod tym względem może wydanie to może być polecane uczniom i studentom jako lektura uzupełniająca w poznawaniu naszego współczesnego życia kulturalnego , jako świadectwo niepokojów i rozterek burzliwego czasu przemian. Z drugiej zaś strony – książka przynosi bogaty materiał do przemyśleń i refleksji , inspiruje czytelnika do własnej intelektualnej podróży po rejonach myśli odwiecznych przez prezentowane tu postaci.

    Instytut Kulturoznawstwa
    Uniwersytet Wrocławski
    prof. Stefan Bednarek

  • Marianna Bocian – O tomie poezji Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

    Poeci przychodzą na świat z wrodzoną wiedzą swego nowego – dotąd nie znanego jeszcze wiersza (…)…wyznajemy ,że nie potrafimy odsłonić tajemnicy tego dna, gdzie się odbywa cud powstawania nowej sztuki. Wiemy tylko, ze cały szereg młodych talentów pracuje nad wydobyciem z dookolnego mroku – tych świateł , bez których życie staje się brzemieniem nie do zniesienia. 
    Bolesław Leśmian „Traktat o poezji”

    Autor tomu poezji pt. „Nie opóźniać spojrzenia”, jak wielu innych utalentowanych twórców z jego pokolenia, wybrał własną drogę. W grafice i poezji realizuje ideał „bycia sobą”. Bycie sobą zawsze skazuje twórcę na pewien rodzaj samotności, nieodzownej dla czasu wypracowywania własnych jakby odrębnych środków wyrazu. Zbigniew Kresowaty nie odrzuca formy, lecz nie tylko w grafice – latami wytężonej pracy – sformalizował własny styl, nowy kształt symbolu, będącego w jego wydaniu idealna syntezą myśli. Z tego biorąc pod uwagę liczne publikacje autora w czasopismach , autor znany jest i ceniony jako grafik , krytyk, rysownik… To w pewnym zakresie utrudnia widzenie całokształtu jego dokonań , a więc równoległego na wskroś uprawiania poezji. Tom „Nie opóźniać spojrzenia” potwierdza , że grafika i poezja Kresowatego są jakby nierozdzielne i wzajemnie się współuzależniają, i tak powinny funkcjonować w odbiorze i wszelkich próbach opisu ,choćby z racji tej ,że autor jest artystą malarzem i grafikiem. Natomiast tym , którzy po raz pierwszy stykają się z twórczością tego poety nadmienię, że swoje pierwsze poetyckie utwory publikował na połowie lat osiemdziesiątych na łamach czasopism tzw. „drugiego obiegu” jako niezależna postać opozycyjna .Debiutował oficjalnie w miesięczniku ODRA w maju 1987 roku „Ósmym Arkuszem Poetyckim” (dziewięć wierszy + rysunki) ,a w roku 1989 wydał już zbiorek poezji (drukowanych w czasopismach , które to wiersze ,być może ,oszukały cenzurę …) Zbiór Własnym Sumptem pt. : „Być może wycinki stanu”, następnie tomiki poezji: „W Aorcie” (1990)- nakładem Galerii „eS” przy Strzegomskim Centrum Kultury. Przyszły później dalsze pt.:” Są Oblicza i Anioły” (1995) wyd. przy Woj. Zarz. „Solidarność” we Wrocławiu, jak i „Dom Glosy i Abla” (1996) nakł. Muzeum Gros Rossen w Wałbrzychu . Omawiana tu książka jest 5 – tym tomem poezji ,poniekąd po części i wyborem .We wszystkich tych zbiorach poetyckich Kresowaty odniesie się do kwestii wewnętrznych sumienia ,a także jakby ustanowi swoją odrębność, zwłaszcza w „Nie opóźniać spojrzenia” , który mam przyjemność omawiać… Także wymieniane liczby wystaw nie tylko prac graficznych ale i malarstwa różnych technik w Klubach, Galeriach BWA w kraju i poza granicą byłyby zbyt długie do przytaczania ale są integralnością autorską . Twórca wkraczając w całą przestrzeń sztuki, cechuje się naturalnym wręcz prawem usposobienia pokojowego a przejawia się ono m. innymi pragnieniem integrowania zatomizowanych , sztucznie od dziesięcioleci izolowanych, nawet przeciwstawianych samych tzw .”upraw” Kreacjonizmu. Autor kreował się po przez własną pracę jakby nieświadomie! – Tworzył przez lata widowiska tzw. przedstawienia poetycko-artystyczne pod nazwą „Piórem i piórkiem” ,wystawiając własne obiekty plastyczne wraz z poezją ( BWA Awangarda –Wrocław np. rok 1994 , gdzie byłam obecna a wiersze Kresowatego mówił –Andrzej Wojaczek ,brat Rafała – przyjaciel artysty ,w BWA Brzeg i Zamek Piast. Śl.-Wieczór Trzech Muz oraz w Klubach Prasy i Centrach Sztuki: Oława, Poznań itp. także poza granicami: Austria, Niemcy, Czechy…)Jego grafiki i obrazy olejne są swego rodzaju ideo-kształtami. A przypomnę tutaj, gdyż trzeba ,że jedynie Wiliam Blake uzyskał najpełniejszą integrację swego pisarstwa z malarstwem własnym (która bezpodstawnie została w publikacjach rozdarciu, co spowodowało wiele odkształceń przesłań, idei ujętych w jego twórczości).
    Zbigniew Kresowaty też tworzy jakby wielo- płaszczyznowo, są to złożone i złączone z sobą akty twórcze. W jego dziełach i pisarstwie nie ma wyliczanek czczych oskarżeń i znaków spotwarzających człowieka, lecz odsłania on źródła społecznych dramatów i ich egzystencji. Poeta wskazuje , że nie tkwią one w „samej naturze” ,lecz w zwyrodniałych sposobach myślenia, domowiących się w kulturze jako pewne wolności wyćwiczone…
    Kreacjoniści niczego nie powielają (same predyspozycje twórcze wykluczają ten proceder), lecz przekształcają istniejące formy , z zamysłem ich doskonalenia i dynamizowania … Dotychczasowe kreacjonistyczne działania autora tej ksiązki cechuje realizowana jakaś konsekwencja i ambitność. Jest tu nierozdzielność myśli twórczej , esencji ujętych w odpowiedni czysty kształt słowa i kształt graficzny figuratywny jako znak otwartości… 
    Tom „Nie opóźniać spojrzenia” jest spojrzeniem twórcy na całą złożoność współczesnego świata, jest tworzeniem jego obrazu i określeniem poznawczym , czyli czymś otwartym oraz określeniem siebie jako twórcy i jednako przekroczeniem „ja” subiektywnego na rzecz owego „wiecznego człowieka” zhumanizowanego. W tej twórczości indywidualizm nie wradza się w egocentryzm , w charakteropatyczne osobnictwo , pod którym tak ostrzegał w madrości życiowej Cyprian K. Norwid.
    U Kresowatego miejsce autorskiego „JA” w odbiorze może stać się miejscem „ja ” odbiorcy! – Taki rodzaj utworów spełnia w odbiorze rolę „lustra” w którym odbiorca , po przez ten rodzaj ujęć, odczytuje własne doznania, pogłębiając samoświadomość odrębnych doznań, która po obu stronach , poety i odbiorcy, jeśli on podda ją zrozumieniu, jest zasadna.
    Już w samym tytule tomu ,który zawiera 135 stron wierszy wraz z grafika autorska, podkreślone jest „spojrzenie” , które wówczas jest tylko zrozumiałe , gdy pamiętać będziemy odwieczną dewizę „Jak myślisz , tak widzisz”. Myśl i widzenie już w „Vedach” było określane jako Jednia. Tutaj jest w ogólnych zarysach wykładem pewnego już światopoglądu, wymagającym większej rozprawy a cykl utworów „Nie opóźniać spojrzenia” ukazuje właśnie człowieka zmagającego się z tym wszystkim, co stawia opór na jego drodze twórczego przeznaczenia, włącznie z oporem ,słabościami tkwiącymi w nim samym w ciągłym przerastaniu na wzór drzewa (jednego z częstych i pięknie ujmowanych rekwizytów np. w grafice). W wielu ujęciach innych, (graficznych pomieszczonych jako zakładki w tej książce; ponad 15 grafik) pojawiają się : człowiek Syzyf , dźwigający brzemię , które go tutaj nie upodla, a jest jakby zawieszoną zawarta zapowiedzią mająca zaowocować trudu jako dobro. Nie sposób tu ująć całej bogatej tematyki tego tomu poezji zawierającego pogłębione określenie określeń i widzenie człowieka, któremu przyświeca np. myśl C.K. Norwida „Nie znajmy zła , znajmy dobro”. Z pozycji owego Norwidowego znania dobra , autor dostrzega to w naszym świecie jaskrawiej(?). Weźmy np. wiersz pt. „biały konik poezji”- jest tez tutaj odniesienie do wciąż trwającej wojny światów, gdziekolwiek one maja swoje ujścia „…nie nie wie jakim językiem mówić! ” Nie chodzi wszak o jakowaś stylistykę ,ale o język, który eliminowałby zło w samej woli ludzkiej co jest tej woli prawem i sensem.
    Zbyszek Kresowaty nie twierdzi , ze człowiek jest zły z natury, lecz że zło nabywa się po zewnętrznej stronie w całym układzie kultury, w której dziś często podtrzymuje się jakieś zbrodnicze idee, zdegenerowane sposoby myślenia ukierunkowane na szok ale i populizm.
    Co jedno zdegenerowali inni z wielokrotnionym układem muszą jakby odrodzić w swej kruchej postawie społecznej zachodzi tu swego rodzaju tresura inteligencji a jednocześnie występowanie przeciwko duchowi . Tego nie w tej poezji i w tych działaniach autora ksiązki. Wierzy twórca Kresowaty ,ze człowiek jest ciągle wcielonym aniołem ów anioł ma twarz ludzką i ze jest! choć pokazuje go w wielu takich kosmicznych przepaściach, jakby rozdzielony ale właśnie obecny tam gdzie człowiek bywa. Osobliwością jest to ,ze w ujęciach graficznych, które także są w tej książce znika powierzchnia świata , a życie realizuje w tzw. przestrzeni duchowej, dostrzegane oczami duszy, o zachowaniu której traktuje sam autor już w poetyckich utworach. Słowem poety – „nie opóźniajmy spojrzenia”, abyśmy mogli w odpowiednim ku temu momencie, ujrzeć to ,co nas swą tajemniczą mocą odradz duchowo i daje siły do podtrzymania i współtworzenia życia. Czynię zatem tutaj zbyt daleko idącą ,ale w te twórczość , filozofię i rozumienie osobowości Kresowatego jako kreacjonisty, który wpisał się do środka tej ksiązki jak czynili niektórzy twórcy dziś w klasyce zapisani: Stanisław Wyspiański, C.K. Norwid czy choćby Jan Kochanowski- czym jest dla nich jest samo uprawianie poezji wydobywanej z siebie wielopoziomowo. Dlatego nie zachodzi tutaj potrzeba upraszczających rekonstrukcji-Kresowaty mający te zdolność tworzy oddzielnie i oryginalnie! Trawestując piękny werset , można by rzec ;”kto wie jaka jeszcze myśl rozświetli mroki umysłu?” zawarta w wierszu autora – A może przyszłość sztuki i nie tylko zależy od tych , którzy jak Kresowaty przełamali opory , nie obawiając się głosu w sprawie starych cyników i hipokrytów , i wiedzą , że we współżyciu samych ludzi fundamentalna była, jest i pozostanie ona – miłość, przekształcającą się w dobroć! Subtelność i delikatność, które pojawiają się w wielu utworach w tym tomie czasem sa liryka , nie są sprawa tylko obyczaju, są główna cechą konstytutywna człowieka myślącego duchowo a zatem rozwiniętego uczuciowo. Tom poetycki Zbyszka Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” jest zarówno takim aktem wyrazu człowieczeństwa ale i owocem tegoż twórczego człowieczeństwa: nadzieją ,ze duchowy regres będzie z trudem i zbiorowym wysiłkiem twórców przezwyciężany. Natomiast symbol wymienianego wcześniej Drzewa Życia, wyrastający z ręki ludzkiej , na jednej z grafik ksiązki, niech wzrasta , a twórcy „Nie opóźniać spojrzenia” niech będzie dany czas bezustannego przerastania samego siebie. Bo tak się Jego spełnia Jestestwo , a tego się już nie uzasadnia.

    Marianna Bocian (listopad 1999)

    Zbigniew Kresowaty, NIE OPÓŹNIAĆ SPOJRZENIA , ISBN 83-901367-8-9 , Wydawnictwo WIT-GRAF Toruń, 2000 r, ss -132 , grafika Zbigniew Kresowaty.

  • Ariana Nagórska – Diamenciki na hałdzie słów O książce Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

    (…)
    jakie światło 
    do siebie weźmiesz
    do tego ognia
    należeć będziesz- zawsze

    Motto pochodzi z wiersza Zbigniewa Kresowatego pt. „Pożar”, zawartego w tomie „Nie opóźniać spojrzenia”. Książka zawiera również wspaniałe grafiki i obrazy autora, bez wątpienia więc szlachetny ogień sztuki jest tą energią i światłem , które autor świadomie wybrał („do sie –bie wziął” – jak mówi ). Pamiętać jednak należy, że nie kontrolowany ogień potrafi wiele zepsuć. Na przykład kucharz, któremu z powodu zbyt wielkiego żaru pod kuchnią potrawy wykipiały , na pewno nie może uchodzić za mistrza w swym fachu. Ta konkretna aluzja nie odnosi się do osiągnięć plastycznych Zbigniewa Kresowatego, ma jednak pewną racje bytu w odniesieniu do jego poezji. Jakże fascynująca byłaby to twórczość gdyby autor dokonywał selekcji poszczególnych utworów i metafor, kondensował obrazy poetyckie, dbał o spójność tekstu. Tymczasem puszczenie wyobraźni na żywioł często rozmywa sens , osłabia siłę wyrazu, owocuje watą słowna, rozbuchanymi wizjami uskrzydlającymi wprawdzie autora ,lecz przytłaczającymi czytelnika typową klęską urodzaju.
    Nie chodzi mi jednak o wyrażenie opinii negatywnej . Nie zajmowałabym się tą książką gdybym uważała autora za poetę zdecydowanie kiepskiego. Szkoda papieru i miejsca w czasopismach , by o takich pisać. Pragnę właśnie wypunktować to , co w poetyckiej wizji Zbigniewa Kresowatego jest intrygujące , moja lektura miała na celu wyłuskanie ukrytych diamentów z wielkiej hałdy słów. Już tytuł książki : „Nie opóźniać spojrzenia” mówi o zachłannej ciekawości świata , o przeżywaniu i poznawaniu niecierpliwym – obawy przed upływającym czasem, który sprawia , że o chwilę później może już być za późno.

    (…)
    nikt już
    drugi raz grubymi rękami
    nie ulepi nam dzbanów nieba
    i po – wiek nie otworzy
    ostrym nożem
    (…)
    (nikt już )

    W innym wierszu ( bez tytułu) poeta tak formułuje sens swej ziemskiej egzystencji :

    (…)
    Dałeś mi gałązkę posłannictwa 
    bym umieścił ja na drzewie jak cel
    czasu mało – nieświadomości spadł
    już owoc
    (…)

    Autor ten świadomie dąży do rozszerzenia zarówno horyzontów poznawczych , jak i wyobraźni . Analitykiem jest nieszczególnym, o czym świadczą wiersze mówiące o sprawach bardziej konkretnych : „ostatnia sekunda życia”, ” z postmodernistycznego ogłoszenia w gazecie”, ma natomiast niewątpliwy dar syntezy . Przy tym najciekawsze efekty uzyskuje nie w wierszach „rozliczających się” ze współczesnością , a właśnie w kreowaniu własnych światów o wymiarze bardziej uniwersalnym. Powołuje wtedy do życia intrygujące wizje, operując też swobodnie wieloznacznymi symbolami:

    kiedy wyrasta drzewo 
    staje się moim pokojem
    tam zamieszkam
    na brzegu rzeki

    drzewo ma wielkie okna
    w których stoi tutaj tajemnica
    całymi stertami trzyma się sufitu
    na gałęzi ptak leci
    po chrust błękitny
    (…) ( w domu wiadomości)

    (…)
    wazy się lot czarnej jaskółki KTÓRA
    niesie w dziobie zaschniętą krew
    na gniazdo burzy
    ( bez tytułu )

    Właśnie słowo jaskółka pojawia się w tej poezji najczęściej w różnych kontekstach . Zwykle jednak jaskółka okazuje się trochę niepokojącym wysłannikiem z nieba , z góry zapowiadającym złe lub dobre zdarzenia. Niemal równie często w wierszach tych występuje motyw anioła. Marianna Bocian jako autorka wstępu do książki słusznie zauważa : ” Zbigniew Kresowaty nie twierdzi , że człowiek jest z natury (…) Wierzy on , że człowiek jest ciągle wcielonym aniołem (…)” . Musi jednak stale walczyć i ponosić trudy na drodze swego twórczego rozwoju – stąd też często przywoływany mit Syzyfa. Jednak ten współczesny Syzyf nie daje się przegiąć ciężarem do ziemi, wciąż podnosi wzrok ku niebu, ośmielając się nawet wyrażać swe zwątpienie :

    walczysz ze mną 
    o nic mojego życia
    nosisz mnie po ziemi
    na swych spopielałych dłoniach
    mnie małego z pięcioma litrami krwi
    ale tak naprawdę słowa od ciebie
    jeszcze nie słyszałem prawdziwego
    (…)
    (Panie krwi mojej)

    Niezwykły podmiot tych wierszy nie zadawala się w pełni własną wiarą w Boga, apeluje tez, by Bóg uwierzył w człowieka , bo tylko wtedy ludzka istota ma szansę czegoś istotnego dokonać.

    (…)
    Panie daj słowo a uczynię ciało
    daj kamień a oddam ci chlebem
    daj nóż a oddam ci różę rany

    żebyś tylko uwierzył w moja arkę
    zanim mnie poślesz na nowe wojny
    jako żołnierzyka – w walce o raj
    (…)
    ( Panie róż ) 

                                                                                              Ariana Nagórska (Gdańsk )

  • Ikonopisanie – Bożena Budzińska O książce Zbigniewa Kresowatego „Nie opóźniać spojrzenia” – 2000r.

     Nie opóźniać spojrzenia, kolejny po książkach: „Być może wycinki stanu”, „W aorcie”, „Dom glosy i Abla” obszerny tom poetycki Zbigniewa Kresowategp, artysty malarza, grafika, im jak skądinąd mi wiadomo historyka Sztuki a także krytyka sztuki i ikonopisarza , jest opatrzony jego własnymi grafikami i rysunkami i stanowi próbę podsumowania w sobie wieloletniego dorobku twórcy o wszechstronnych zainteresowaniach. We wstępie do tej książki (130 ss.) Marianna Bocian słusznie porównuje zespolenie obrazu i słowa , charakterystyczne dla Kresowatego, z integracją twórczych dziedzin obecną w dziale Wiliama Blak’a. Głęboki mistyczny sens, uniwersalność przesłania oraz moralna ocena cywilizacji splatają się tu z potrzebą zobrazowania tego osądu piórem i piórkiem artysty. W kadrach podobnych do rysunku kreską , z konieczności uproszczonych , nasza pamięć utrwala fakty i sceny, a także marzenia w tym i te senne… Zadaniem poety jest ich słowne naszkicowanie oraz, czego inne dyscypliny ludzkiej działalności nie obejmują , pogłębienie. Obrazy zmieniają się szybko, choć czasami różnią się tylko punktem widzenia, ogląd rzeczy kojarzy się więc z techniką fantastycznej kroniki filmowej, skomponowanej według subiektywnych zasad , stopniowo odkrywanych przez czytelnika podczas poznawania świata poety. Potrzebę wtajemniczenia w obraz odczuwa się tu w podobny sposób jak w spotkaniu z wierszami Dariusza Tomasza Lebiody, barda pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków (?). Twórców tych , rówieśników łączy konsekwentny bunt, dynamika stylu, emocjonalność i rytm wyznaczony przez częste anafory ( np. wiersz autora ksiązki :”Słyszę głos”, str.71 ). Uczucia nazwane w sposób bezpośredni – strach, miłość, tęsknota, nadzieja – przypisane są tutaj podmiotowi na stałe , gdyż jest on nie tylko bytem, ale i symbolem. Pamiętamy symboliczne postacie z wierszy Lebiody (np. niebieskiego chłopca ) lub jego prozy ( Chłopcy z cmentarza Świętej Trójcy ), które odejść ze swego miejsca jedynie w niebyt, gdyż własnej epoki nie można przekroczyć , przerosnąć. W naszej znikomości dane nam ją jedynie pojąć: ja okruch widzę obraz na ścianie stoję w oknie i ćwiczę ciekawość ( s. 82) Kresowaty rysuje w tym wierszu dramat przeznaczenia bez odrobiny optymizmu, właściwego choćby Zbigniewowi Herbertowi. Wiersz „Jestem wierny” to polemika ze sławnym „Przesłaniem pana Cogito”: ( a więc idę ) tam gdzie kupili mi miejsce na urodzenie jest tylko droga nieziemska pewność KTÓRA zawsze będzie przed i za nami trzeba tylko stopę na niej wyszkolić w kilku miejscach umysłem spojrzeniem ( s.83 ) Pozostała heroiczność w historii, mówi poeta, a współczesne pokolenia mogą o niej śpiewać lub zaklinać ją w obraz. Trudno , skoro nie można być Rolandem czy Hektorem (przykłady z Herberta na trwałość bohaterstwa w historii ludzkiej ), można być przecież Alkajosem. Tę rolę piewcy miłości Kresowaty przyjmuje z wdzięcznością od losu. Dobrze że człowieka na to uczucie jeszcze stać, powiada z czułością dedykując wiersze i rysunki swej Grażce. Ale kto przyjrzał się uważnie obrazowi :autoportretowi ślubnemu 73 według Wergiliusza , pozna wiele sekretów wyobraźni artysty, który nadaje w podtytule nazwę obrazowi „kicz”-(dopowiadając, że każdy portret ślubny jest kiczem). Na obrazie jest scena przedstawiającego odzianego w purpurową szatę centaura Nessosa oraz dosiadającą jego grzbietu zupełnie nagą zazdrośnicę Dejanirę. Uśmiechnięty ze szczęścia mitologiczny stwór zdaje się nie zauważyć czającej się za nimi, także wyłaniającej się z purpury alegorycznej Śmierci. W tle sceny obrazu również zauważamy inne symbole : wykrzywioną maskę błazeńską , wiatrak oraz nieskończony pochód ludzkich sylwetek na zwieńczoną krzyżem górę na horyzoncie , który to horyzont jest w czerwieniach ( Warto obejrzeć ten obraz „Autoportret ślubny ” w Galerii artysty ,choćby w internecie ). Wyobrażeniowa pojemność tego „kiczu”, jak autor nazwał swój obraz- portret (s.101 ), to materiał na wielostronicową dyskusję estetyczną. Nessos i Dejanira zostali przedstawieni według odmiennego wyczucia proporcji – Ona łączy prerafaelicką , nadmierną smukłość z drapieżną kobiecością, on zaś połową ciała , w barokowym wykręcie , jakby się kłania ,chociaż dawno już krwawi nie tylko wewnętrznie słania się trzymając lirę, symbol Erato. Nie ma więc tu mowy o żadnym jakimś neoklasycyźmie , a krwawe tonacje całości obrazu przywodzą raczej na myśl wysubtelniony ekspresjonizm. Nadto centaur jest spokrewniony z Pegazem, gdyż posiada na obrazie zaznaczone skrzydła. Na motywie miłosnym u Kresowatego ciąży zatem znak współczesnych , niespójnych i kapryśnych czasów. Pełne sprzeczności kochanie pozwala jednak podmiotowi sprawdzić się w człowieczeństwie, zdolności do współ-czuwania. Kochając, każdy może stać się także a n i o ł e m , opowiadając się po stronie dobra. Sentymentalna „anielska” wrażliwość , jak nazywał tę zdolność w „lirykach lazańskich ” Adam Mickiewicz, wymaga na pewno od kobiety zaufania do partnera. Mężczyzna przełomu wieków może tej idealnej istoty nie spotkać, doznając od świata rozczarowań i niemożności realizacji . Łzy kobiece bowiem są perłami wydobytymi z głębokiej wody którą przebywają w poszukiwaniu mężczyźni ( s. 103 ) Przewartościowanie tradycyjnych obrazów i ról obu płci, wymienianie się rodzajami zmysłowości – czego bardziej odkrywczego można dokonać w liryce miłosnej? Wszyscy pamiętamy mit o Afrodycie wyłaniającej się z morza, lecz u Zbigniewa Kresowatego bywa że daremnie poszukiwalibyśmy jego kontynuacji. Tu mężczyzna zrodzony w morzu, silny przybywa na życzenie kobiety. I tylko inny żywioł może jej go odebrać – biernego, bo pozbawionego łodzi i steru. Analogicznie funkcjonuje tu motyw domu. Od niepamiętnych czasów kobieta oczekiwała w czterech ścianach na swego ukochanego (Penelopa na brzegu wyspy, Walkiria w kręgu magicznych płomieni ), lecz w wierszu „Włosy kobiety) dzieje się inaczej. Najpierw widzimy mężczyznę osaczonego przez erotyczne marzenie : mężczyzna posiada duszę psa który pilnuje kiedy nadejdzie kobieta oczekiwana jako anioł ON z wielkimi skrzydłami (,żeby na nią położyć…) (s. 105) a potem dynamiczną , ruchliwą femme-fatale, będącą jedną wielką metonimią – włosami : włosy kobiety oblegają dom który on stworzył są zjawą i całym snem całym bukietem snu który przedostał się do wewnątrz i dotyka jego piersi i torsu rzeźbionego praca dnia (s. 105) Kobiece doznania , symultaniczne i pełne rozkoszy , wywołują tęsknotę za podobnym odczuwaniem. Niestety , męska czułość zamyka się w zmyśle wzroku : mężczyzna kładzie swą głowę wzrokiem na kobiecie (…) (s. 105) Czy dlatego panom nie wolno, jak głosi tytuł książki ,”opóźniać spojrzenia”? – Jeśli tak, to prawdziwe męskie poezjowanie powinno być pełne wrażeń wizualnych , dających się tutaj przełożyć na inne. zmysły – zbliżone wnioski można wyprowadzić z analizy wierszy innych liryków naszej epoki, np. Janusza Stycznia. W poezji Kresowatego konkluzje wskazują na zdumiewające zjawisko : pierwotność sztuki wobec rzeczywistości. Omówiona tu książka dowodzi ,że poeta swoją wrażliwość tworzy z dostępnych lub całkowicie nowych elementów panuje nad sobą w autokreacji. Pisze udany scenariusz swego bytowania w sztuce oraz w życiu prywatnym nie rozdzielając tych dziedzin, a raczej zacierając między nimi granice… Zdolność do podobnych działań zwie się metaworyzmem . Wszystko wskazuje na to ,że Zbigniew Kresowaty staje się – także interesującym procesom prac krytycznoliterackim – jednym z głównych przedstawicieli tego nurtu w swoim pokoleniu.

    Bożena Budzińska (Gdańsk) Zbigniew Kresowaty, NIE OPÓŹNIAĆ SPOJRZENIA, Toruń – 2000 r, (s.130) Wydawnictwo WIT – GRAF, Nakład 1100 sztuk, I S BN – 83-901-367-8-9, Grafika i rysunki –autor książki.